Studniówka – rytualny casting maturzystów

Na studniówkę trzeba przyjść koniecznie! Powiedzą wam to wszyscy, a szczególnie ci, którzy nie byli na własnej i potem latami tego żałowali. Jeśli do tej pory nie udało ci się błysnąć wiedzą, osobowością lub czymkolwiek innym, co podbiłoby serca twoich nauczycieli, to wykorzystaj, niestety, już ostatnią szansę – własną studniówkę.

Właśnie leci kabarecik czyli śmiech przez łzy

Uczniowski kabaret to gwóźdź programu na niemal każdej studniówce. Nie ma to jak zupełnie oficjalnie i całkowicie bezkarnie pośmiać się z własnych nauczycieli. Spędzacie nieskończenie dużo czasu na szczegółowym omawianiu ich wad (urody, wymowy i charakteru), a teraz macie zrobić to samo, ale z największą kulturą, na jaką was stać. Nauczyciele wprost uwielbiają się przeglądać w kabarecie. Już samo to, że mają swojego odtwórcę, to dla każdego przyjemność. W miarę możliwości piszcie scenariusze dla jak największej liczby aktorów. Niejeden maturzysta walczy ze sobą, żeby przy okazji kabaretu zrewanżować się za wszystkie przykrości i upokorzenia. Taka chęć zemsty jest naturalna wszystkim ludziom. I nie znaczy to jeszcze, że jesteś zwyrodnialcem. Ale jeśli studniówkowa rozrywka zamieni się w szyderstwo, okrutne wyśmiewanie, to jest już patologia.

Najlepsza okazja

Moja znajoma Konstancja K. była przez cztery lata uczona i jednocześnie wychowywana przez surową matematyczkę – postrach szkoły nawet dla tych, których nie uczyła. Przez te cztery lata słyszała jedynie swoje nazwisko, wychowawczyni nigdy nie zwróciła się do niej po imieniu. Na studniówce moja znajoma parodiowała tę właśnie panią. I po udanym (wybitnie dowcipnym, ale kulturalnym) kabarecie podchodzi do niej wychowawczyni, gratuluje wylewnie, bierze konspiracyjnie pod ramię i pyta:

– Korzeniowska, a jak właściwie mówią do ciebie w domu?
– Kostka, pani profesor.
– Szkoda, że wcześniej nie wiedziałam, bo też bym tak mówiła.

Dziękuję, nie tańczę

Co mają zrobić biedacy, którzy mają dwie lewe nogi i nic ich nie zmusi do tańca? Oczywiście nie powinni się tym przejmować. Łatwo tak napisać, dużo zaś trudniej przestać pod ścianami przez kilka godzin, robiąc dobrą minę. Zawsze można rzucić się w wir robienia zdjęć i w ten inteligentny (ale już trochę oklepany) sposób przetrwać muzyczne szaleństwo. Można również zatroszczyć się o muzykę do tzw. tańców zespołowych. Chyba nikt nie zaprzeczy, że Greka Zorbę można tańczyć sto razy na jednej imprezie i to mając nawet cztery lewe nogi.

Nauczycielskie studniówki

Krzysztof (41 lat) uczy matematyki: Na swoją studniówkę musiałem się spóźnić. Zrozumiałem to już po pierwszej próbie poloneza. Nie znoszę tańca i nie byłem w stanie opanować nawet kroku podstawowego, a co dopiero mowa o jakichś figurach. Co było robić? Spóźniliśmy się we czterech. I jak się okazało, nie tylko my wpadliśmy na taki pomysł. Dlatego nie mam problemów z tolerancyjnym traktowaniem moich uczniów, którzy zgłaszają się nawet do pomocy przy reperacji dachu zimą, byleby ominął ich polonez.

Joanna (43lata) uczy informatyki: Gdy rozdzielali pary do poloneza, byłam akurat chora i oczywiście zostałam na lodzie. Poszłam spłakana do wychowawcy (a mieliśmy wtedy nowego nauczyciela tuż po studiach) i zapytałam, co mam zrobić. Nie zastanawiał się ani minuty. „Ja będę z tobą, Pyrzyńska, tańczył”. Pobraliśmy się, jak byłam na trzecim roku studiów. Mamy czworo dzieci.

Bożena (45 lat), polonistka: Prasując bluzkę tuż przed wyjściem byłam tak poddenerwowana, że ją przypaliłam paskudnie na samym środku i musiałam iść w koszuli brata. Patrzyłam na stroje koleżanek i paliłam się ze wstydu do momentu, kiedy dyrektorka naszej szkoły podeszła do nas i każdej powiedziała dobre słowo, a mnie, że już dawno nie widziała tak subtelnie i z wdziękiem ubranej uczennicy. Na maturę też poszłam w koszuli Szymka. Na wszystkich studniówkach chwalę z entuzjazmem dziewczyny ubrane normalnie – a nie półgołe.

Paweł (39 lat), historyk: W ogóle nie poszedłem na studniówkę – z jakiegoś błahego chyba powodu, bo wcale go już nie pamiętam – i długo tego żałowałem, bo cała klasa przeszła z wychowawcą na ty. A to było coś niewiarygodnego w tamtych czasach. Co sądzę o dzisiejszych studniówkach? Unikam ich jak mogę.

Agata (27 lat), polonistka: Niestety, nie mam żadnych wyjątkowych wspomnień związanych z moją własną studniówką. Za to teraz, pracując w szkole, co roku bawię się świetnie i co roku dziwię się, że jednak za każdym razem jest inaczej. Fascynujące jest szczególnie to, że dziewczyny prześcigają się w oryginalności kreacji, a i tak wszystkie przychodzą ubrane niemal identycznie. Bo media kreują dziś wszystko, a co dopiero mówić o modzie dla nastolatek!

Studniówkowe przesądy

  • obowiązuje kategoryczny zakaz obcinania włosów aż do matury, dlatego tradycją jest, że chłopcy przychodzą obcięci prawie na zero
  • obowiązek włożenia czerwonych majtek – nie wyrzucać, przydadzą się na majowe egzaminy
  • wyłudzić jakąś część garderoby od znajomych lub rodziny, bo koniecznie trzeba mieć przy sobie coś pożyczonego
  • koniecznie trzeba się spóźnić; zgodnie z tym przesądem szkoły mają dwie godziny rozpoczęcia imprezy – rzekomą i rzeczywistą
  • przy polonezie trzeba się potknąć lub co najmniej pomylić krok, w przeciwnym wypadku cała nauka na nic