Archiwalne wpisy w kategorii 'Artykuły'

Studniówka – rytualny casting maturzystów

Na studniówkę trzeba przyjść koniecznie! Powiedzą wam to wszyscy, a szczególnie ci, którzy nie byli na własnej i potem latami tego żałowali. Jeśli do tej pory nie udało ci się błysnąć wiedzą, osobowością lub czymkolwiek innym, co podbiłoby serca twoich nauczycieli, to wykorzystaj, niestety, już ostatnią szansę – własną studniówkę.

Właśnie leci kabarecik czyli śmiech przez łzy

Uczniowski kabaret to gwóźdź programu na niemal każdej studniówce. Nie ma to jak zupełnie oficjalnie i całkowicie bezkarnie pośmiać się z własnych nauczycieli. Spędzacie nieskończenie dużo czasu na szczegółowym omawianiu ich wad (urody, wymowy i charakteru), a teraz macie zrobić to samo, ale z największą kulturą, na jaką was stać. Nauczyciele wprost uwielbiają się przeglądać w kabarecie. Już samo to, że mają swojego odtwórcę, to dla każdego przyjemność. W miarę możliwości piszcie scenariusze dla jak największej liczby aktorów. Niejeden maturzysta walczy ze sobą, żeby przy okazji kabaretu zrewanżować się za wszystkie przykrości i upokorzenia. Taka chęć zemsty jest naturalna wszystkim ludziom. I nie znaczy to jeszcze, że jesteś zwyrodnialcem. Ale jeśli studniówkowa rozrywka zamieni się w szyderstwo, okrutne wyśmiewanie, to jest już patologia.

Najlepsza okazja

Moja znajoma Konstancja K. była przez cztery lata uczona i jednocześnie wychowywana przez surową matematyczkę – postrach szkoły nawet dla tych, których nie uczyła. Przez te cztery lata słyszała jedynie swoje nazwisko, wychowawczyni nigdy nie zwróciła się do niej po imieniu. Na studniówce moja znajoma parodiowała tę właśnie panią. I po udanym (wybitnie dowcipnym, ale kulturalnym) kabarecie podchodzi do niej wychowawczyni, gratuluje wylewnie, bierze konspiracyjnie pod ramię i pyta:

– Korzeniowska, a jak właściwie mówią do ciebie w domu?
– Kostka, pani profesor.
– Szkoda, że wcześniej nie wiedziałam, bo też bym tak mówiła.

Dziękuję, nie tańczę

Co mają zrobić biedacy, którzy mają dwie lewe nogi i nic ich nie zmusi do tańca? Oczywiście nie powinni się tym przejmować. Łatwo tak napisać, dużo zaś trudniej przestać pod ścianami przez kilka godzin, robiąc dobrą minę. Zawsze można rzucić się w wir robienia zdjęć i w ten inteligentny (ale już trochę oklepany) sposób przetrwać muzyczne szaleństwo. Można również zatroszczyć się o muzykę do tzw. tańców zespołowych. Chyba nikt nie zaprzeczy, że Greka Zorbę można tańczyć sto razy na jednej imprezie i to mając nawet cztery lewe nogi.

Nauczycielskie studniówki

Krzysztof (41 lat) uczy matematyki: Na swoją studniówkę musiałem się spóźnić. Zrozumiałem to już po pierwszej próbie poloneza. Nie znoszę tańca i nie byłem w stanie opanować nawet kroku podstawowego, a co dopiero mowa o jakichś figurach. Co było robić? Spóźniliśmy się we czterech. I jak się okazało, nie tylko my wpadliśmy na taki pomysł. Dlatego nie mam problemów z tolerancyjnym traktowaniem moich uczniów, którzy zgłaszają się nawet do pomocy przy reperacji dachu zimą, byleby ominął ich polonez.

Joanna (43lata) uczy informatyki: Gdy rozdzielali pary do poloneza, byłam akurat chora i oczywiście zostałam na lodzie. Poszłam spłakana do wychowawcy (a mieliśmy wtedy nowego nauczyciela tuż po studiach) i zapytałam, co mam zrobić. Nie zastanawiał się ani minuty. „Ja będę z tobą, Pyrzyńska, tańczył”. Pobraliśmy się, jak byłam na trzecim roku studiów. Mamy czworo dzieci.

Bożena (45 lat), polonistka: Prasując bluzkę tuż przed wyjściem byłam tak poddenerwowana, że ją przypaliłam paskudnie na samym środku i musiałam iść w koszuli brata. Patrzyłam na stroje koleżanek i paliłam się ze wstydu do momentu, kiedy dyrektorka naszej szkoły podeszła do nas i każdej powiedziała dobre słowo, a mnie, że już dawno nie widziała tak subtelnie i z wdziękiem ubranej uczennicy. Na maturę też poszłam w koszuli Szymka. Na wszystkich studniówkach chwalę z entuzjazmem dziewczyny ubrane normalnie – a nie półgołe.

Paweł (39 lat), historyk: W ogóle nie poszedłem na studniówkę – z jakiegoś błahego chyba powodu, bo wcale go już nie pamiętam – i długo tego żałowałem, bo cała klasa przeszła z wychowawcą na ty. A to było coś niewiarygodnego w tamtych czasach. Co sądzę o dzisiejszych studniówkach? Unikam ich jak mogę.

Agata (27 lat), polonistka: Niestety, nie mam żadnych wyjątkowych wspomnień związanych z moją własną studniówką. Za to teraz, pracując w szkole, co roku bawię się świetnie i co roku dziwię się, że jednak za każdym razem jest inaczej. Fascynujące jest szczególnie to, że dziewczyny prześcigają się w oryginalności kreacji, a i tak wszystkie przychodzą ubrane niemal identycznie. Bo media kreują dziś wszystko, a co dopiero mówić o modzie dla nastolatek!

Studniówkowe przesądy

  • obowiązuje kategoryczny zakaz obcinania włosów aż do matury, dlatego tradycją jest, że chłopcy przychodzą obcięci prawie na zero
  • obowiązek włożenia czerwonych majtek – nie wyrzucać, przydadzą się na majowe egzaminy
  • wyłudzić jakąś część garderoby od znajomych lub rodziny, bo koniecznie trzeba mieć przy sobie coś pożyczonego
  • koniecznie trzeba się spóźnić; zgodnie z tym przesądem szkoły mają dwie godziny rozpoczęcia imprezy – rzekomą i rzeczywistą
  • przy polonezie trzeba się potknąć lub co najmniej pomylić krok, w przeciwnym wypadku cała nauka na nic

Gwiazdkowe szaleństwo

Gwiazdkowe upominki to pasjonujący temat. Zazwyczaj w listopadzie zaczynamy o nich myśleć, ale kupujemy je 23 grudnia. Gwiazdka to czas żniw dla producentów. Nareszcie można przewietrzyć stare, zatęchłe magazyny i hurtownie, bo i tak „wszystko zejdzie”.
O tej porze roku bajecznie kolorowe pisma prześcigają się w poradnictwie typu: Jeśli twój chłopiec nie dba o higienę osobistą, możesz podarować mu pachnący żel pod prysznic o uwodzicielskim zapachu lub: Gdy twoja narzeczona maluje się zbyt grubo i jaskrawo, podaruj jej praktyczną książkę „ABC kobiecej urody”.

Jak to wszystko przetrwać?

  • Nie rób żadnych zbyt ambitnych planów — niech cię życie wesoło niesie przez tych kilka dni
  • Włącz się do rodzinnego szaleństwa — stojąc z boku nie wytrzymasz tego nerwowo
  • Nie licz na żadne wyjątkowe prezenty — ale podaruj innym, co możesz najlepszego
  • Zadzwoń lub napisz do kogo tylko zdołasz — a upominki kup jak najwcześniej
  • Ucz się tylko wcześnie rano, zanim uruchomi się machina rodzinno-świątecznego szaleństwa
  • Nie objadaj się bez umiaru — spalaj wszystko na długich spacerach
  • dbaj o zdrowie psychiczne — bojkotuj telewizję

Z życzeniami Zdrowych, Radosnych i Pogodnych Świąt Bożego Narodzenia,
Ewa Nowak

Sceny z życia nieśmiałych

Motto:
By móc się podzielić swoim niepokojem
Z kimś, kto tak się boi przyznać: ja się boję!

Jacek Kaczmarski, Motywacja

*

Czy wiecie coś o ludziach nieśmiałych? Zapewne wydaje się wam, że wszystko, a tak naprawdę to nic. Kto nie jest nieśmiały, nigdy nie zrozumie, o co w ogóle ten szum. Kto jest nieśmiały, w ogóle nie chce o tym rozmawiać.
Zbliża się koniec miesiąca, trzeba kupić bilet miesięczny. To zdecydowanie przerasta Nieśmiałego. Nie czuje się na siłach, żeby poprosić o kwartalny ulgowy. Ale bilet kupić musi. Przerażony staje w ogonku po bilety, a tu okazuje się, że w okienku sprzedaje śliczna jak sen dzieweczka. Dla nieśmiałego nie ma nic gorszego niż spotkać kogoś atrakcyjnego płci przeciwnej. Dezerteruje, gdy przed nim jest już tylko jedna osoba. Przeżywa istne katusze, gdy czuje, jak ludzie na niego podejrzliwie patrzą. Kuli się i ucieka do domu. Następnego dnia widzimy go znowu. Stoi w tej samej kolejce, ale ma szczelnie zabandażowaną twarz. Zupełnie jakby bolały go zęby. Tyle tylko, że jego nic nie boli, ale może w ten sposób podać panience kartkę z napisem „jeden kwartalny, ulgowy”, zapłacić i uciekać.

*

Nieśmiałą zaprosiła koleżanka do pubu na babską kolację. Bardzo się ucieszyła, że w ogóle ktoś chce się z nią spotkać. Szykowała się całe popołudnie, myła głowę, przymierzała dziesiątki bluzek, normalnie. Jednak do pubu nie weszła. Sparaliżował ją lęk przed dziesiątkami spojrzeń, które musiałaby znieść. Nie mówiąc już, że kelner (nie daj Boże młody i przystojny) zapyta ją, co zamawia. Wolała już, żeby koleżanka się obraziła. Zdezerterowała.

*

Nieśmiały siedzi na spotkaniu byłej klasy. Od godziny powinien już być w domu, bo zobowiązał się, że pomoże jeszcze ojcu przy samochodzie. Nie słyszy, co mówią ludzie obok niego, nie wie, co w ogóle robią, bo myśli tylko o tym, jak wyjść. Żałuje, że w ogóle wyszedł z domu. Jednak perspektywa przejścia przed tyloma osobami jest paraliżująca. Już lepiej niech ojciec się wścieknie.

*

Nieśmiała ma właśnie ćwiczenia z technik dziennikarskich. Jak na złość nie skorzystała z toalety na przerwie i teraz potrzeby fizjologiczne dają się jej solidnie we znaki. Prowadzący jest bardzo liberalny i co chwila ktoś wchodzi, a ktoś wychodzi z zajęć. Jednak nawet przez myśl jej nie przejdzie zapytać się, czy może wyjść na chwilę. Wręcz przeciwnie – z kamiennym wzrokiem śledzi mizerne ruchy wskazówek zegarka. Na to, żeby przejść przed całą swoją grupą studencką, nie zdobędzie się nigdy.

*

Nieśmiały poszedł do fotografa. Długo stał pod drzwiami zakładu układając formułkę. W końcu raz kozie śmierć. Odwrócił się na pięcie i… poszedł do budki ze zdjęciami błyskawicznymi.

Jak traktować ludzi nieśmiałych?

• Nie wyciągać ich koniecznie na świecznik (np. „A to jest moja ukochana przyjaciółka. Jolka, pokaż się!”)
• Zrozumieć i wybaczyć, że nie chcą korzystać z życia tak jak my to rozumiemy
• Nie edukować ich na siłę w dziedzinie nieśmiałości, nie snuć pseudopsychologicznych pogadanek pt. „Musisz się zmienić”
• Wykazywać się empatią i zrozumieć, dlaczego nie przyszli na twoje urodziny i to bez uprzedzenia
• Uczyć się od nieśmiałych trudnej sztuki milczenia
• Szczerze przyznawać się, że nas też czasem zjada nieśmiałość

Źle oceniamy

Ludzie nieśmiali wydają się nam mało inteligentni, dziwni. Niejednego nieśmiałego otoczenie bierze za ponuraka, gdy tak naprawdę rozsadza go poczucie humoru. Tyle tylko, że on ujawnia je wyłącznie w gronie ścisłej rodziny. Niejeden został uznany za dziwaka, gdy tymczasem po prostu ma inny sposób patrzenia na świat. Często się zdarza, że kogoś energicznego i rozkrzyczanego też źle oceniamy, bo w rzeczywistości jest on niewiarygodnie nieśmiały, a sztuczną swobodą ratuje się przed rozpaczą. Nieśmiałość dopada wszystkich. Szczególnie w obliczu obiektu naszych platonicznych (lub nie) westchnień, przed autorytetami, kiedy za nic na świecie nie chcemy się zbłaźnić i oczywiście we wszyst-kich sytuacjach nowych. Nieśmiałość można umieścić gdzieś na pograniczu stresu i paniki.

Nieśmiałość okazjonalna

Generalnie nie jesteśmy cywilizacją nieśmiałych, jednak każdemu z nas zdarza się paraliżujący lęk przed otworzeniem ust, nieodparta chęć ucieczki w miejsce już oswojone, strach przed kompromitacją. Są to momenty bardzo dla nas trudne, bo przestajemy myśleć racjonalnie. Człowiek nieśmiały składa się wyłącznie z emocji. Pomóc mu więc można poprzez stopniowe wprowadzanie czynnika racjonalizmu. Najlepiej widać to w sposobie postępowania pedagogów ze szkół baletowych. Jak wiecie, balet tylko wtedy jest sztuką, gdy technika tancerza jest perfekcyjna. Nieśmiałość zatem wykluczona. Dlatego nawet najmłodsi uczniowie prawie natychmiast po rozpoczęciu nauki muszą (!) występować na deskach prawdziwego teatru. W ten sposób nie tylko przyzwyczajają się i oswajają ze sceną, ale przede wszystkim uczą się, że nawet gdy się przewrócą, świat się nie zawali. Tak jest przynajmniej w przypadku najmłodszych adeptów kunsztu baletowego. A to jest właśnie samo sedno nieśmiałości – pozbycie się natrętnego uczucia, że oczy całego świata skierowane są na mnie, mnie wszyscy oceniają i ode mnie wszystko zależy.

Number one

Gdybym miała pomóc komuś permanentnie nieśmiałemu w dostaniu się np. do szkoły aktorskiej (tysiąc kandydatów na jedno miejsce), to po pierwsze doprowadziłabym do tego, żeby całkowicie zbagatelizował ten egzamin, na przykład proponując mu jakieś oszałamiające studia za granicą. Ewentualnie zasugerowałabym, że uczestniczy w badaniach psychologicznych dotyczących złośliwości u członków komisji rekrutacyjnej, albo że egzamin jest w ogóle zdany i cokolwiek zrobi, i tak będzie przyjęty. Ludzie nieśmiali doskonale egzystują w dwóch sytuacjach – skrajnego luzu i skrajnej desperacji. Wtedy zdają i to jako number one. W sytuacjach pośrednich nieśmiałość bierze górę.

Czy winni są rodzice?

Wychowanie tylko w jednej trzeciej decyduje, jacy w końcu będziemy. Równie ważne są genetyka i aktywność własna. Rodzice mają więc tylko częściowy wpływ na stopień naszej nieśmiałości. Z drugiej strony to stwierdzenie jest prawdziwe tylko dla ludzi powyżej powiedzmy siódmego roku życia. W pierwszych latach rodzice chcą uczynić nas przebojowymi i bojowymi. Powinni zawsze być blisko nas, opiekować się nami i rozpieszczać, a nie, jak mylnie sądzimy, rzucać nas na głębokie wody samodzielności. Ludzie bardzo śmiali zazwyczaj w dzieciństwie długo trzymali się matczynej spódnicy i dzięki temu nabrali ogromnej pewności siebie (czuli się pewnie, bo w razie czego zawsze mieli gdzie uciekać). Dlatego jeśli chociaż trochę lubisz swoje młodsze rodzeństwo, nie zachęcaj go do samodzielnego schodzenia do ciemnej piwnicy, żeby się oswajało z brutalną rzeczywistością. Lepiej weź je za rękę i wyznaj, że ty też się panicznie boisz, bo strach, niepewność, nieśmiałość to normalne elementy naszego życia i wcale nie świadczą o naszych słabościach. Słaby jest tylko ten, kto boi się do swoich lęków przyznać.

Domowe sposoby na nieśmiałość

Przestań sobie obiecywać, że od jutra się zmienisz. Jesteś całkowicie w porządku i niczego nie musisz zmieniać.
Staraj się to, co musisz załatwić, zrobić od razu – nieśmiałość ma tendencję do eskalacji
Nie wybieraj studiów (np. dziennikarstwa), które wymagają nieprzeciętnego tupeciarstwa; nie licz na to, że sytuacja wymusi na tobie zmianę. Nie wymusi. Zawalisz rok.
Zrób raz coś wyjątkowo głupiego i niestosownego i zobacz, że świat się nie zawali.
Myśl o sobie jak o kimś mądrym, filozoficznym i milczącym. Czy naprawdę wszyscy muszą być rozkrzyczani i przebojowi?
Zrób listę zalet własnej nieśmiałości. Zobaczysz, jak jest długa (stojąc na uboczu widzę więcej, rzadziej się kompromituję, ludzie nie stawiają mi wygórowanych wymagań itd.).
Zapisz się na jogę. Dwadzieścia minut dziennie, a za pół roku świat wyda ci się inny.

Z pozdrowieniami dla Wszystkich Czytelników —
Ewa Nowak

Łgarstwa – z przymrużeniem oka

I tak oto kolejne wakacje z zawrotną prędkością zbliżają się ku końcowi. Na osłodę końca laby, a także aby łatwiej było wdrożyć się do kolejnego roku pracy, proponuję małą psychozabawę.

Drobne łgarstwa i ty

W każdym z nas drzemie demon kłamcy. To jasne. Masz okazję określić jak ty kłamiesz. Zaznaczaj odpowiedzi bardzo szybko — pierwsze, co ci przyjdzie do głowy.

1. Opowiadasz o imprezie. Jak to zrobisz?
a) Było nudno i to właśnie opowiem
b) Na pewno nie pozwolę się zakasować innym
c) Uwypuklę co ciekawsze momenty, tylko tyle

2. Masz napisać referat o przebiegu wojen krzyżowych. Wiesz, że ten temat jest opracowany w Internecie. I co?
a) Zrzynam, niech się dzieje co chce
b) Nie zaglądam do Internetu w takim wypadku
c) No, bez przesady. Co innego zajrzeć, a co innego przepisać

3. Do klasy wchodzi pani i proponuje genialnie płatną pracę, ale warunkiem jest elementarna znajomość hiszpańskiego, którego w klasie nie zna nikt. I co ty na to?
a) Znam angielski, to wystarczy
b) Nie zgłaszam się. Po co?
c) Jeśli inni się zgłoszą, to ja też

4. Nie możesz dziś wpaść do kolegi, chociaż mu to obiecałeś. Jak masz zamiar się usprawiedliwić?
a) Tylko przeproszę i następnym razem już na pewno nie nawalę
b) Wyłuszczę sprawę i co za problem
c) Coś wymyślę. Zobaczę w jakim będzie nastroju

Których odpowiedzi masz najwięcej?

Najwięcej „a”: Prosta droga — to o tobie
Czasem wydaje ci się, że gdybyś chociaż trochę podkoloryzował, to miałbyś łatwiej. Nie umiesz nawet zmyślać, a co dopiero kłamać. Zwyczajnie nie wiesz jak się do tego zabrać. I dobrze. Tak trzymaj. Chociaż łatwego życia to ty na pewno nie będziesz miał.

Najwięcej „b”: Łgarz ambiwalentny
Kłamiesz, gdy czujesz się przyparty do muru, a potem cierpisz na nadprawdomówność, żeby zagłuszyć jakoś wyrzuty sumienia. Tolerujesz i łatwo wybaczasz kłamstwo innym, bo wiesz, że to pokusa trudna do odparcia.

Najwięcej „c”. Wirtuoz
Do kłamstwa zmusza cię nadmierna pewność siebie, że zawsze spadniesz na cztery łapy. Jesteś asertywny, przebojowy i twórczy — masz wszystko, czego wymagają dzisiejsze czasy. Zawsze umiesz sobie wytłumaczyć, że kłamiesz wyłącznie w słusznej sprawie. Ciekawe, że nie znosisz kłamstwa u innych. No cóż, ponoć podobieństwa się odpychają.

Seks nocy letniej

Wakacje właśnie się zaczęły, warto więc oderwać się od tematów dotyczących szkoły, ale to nie znaczy, że nie warto twórczo spędzać czasu, czytając coś wartościowego. Łącząc przyjemne z pożytecznym, proponujemy artykuł o tematyce wakacyjnej — oczywiście autorstwa Ewy Nowak.

***

Na pewno nie raz zastanawialiście się, dlaczego rodzice tak panicznie boją się waszych wakacyjnych eskapad. Dlaczego są tacy nieufni i zasypują was masą krępujących rad w stylu: „Czym to można się zarazić, całując się z nieznajomym”. Każdego roku właśnie przed wakacjami nasila się liczba prowadzonych przez rodziców poważnych, „uświadamiających” rozmów, które mają was ochronić przed zrobieniem tak zwanego głupstwa. Wcale im się nie dziwię. Być może sami kiedyś ulegli odwiecznemu prawu młodości do robienia głupstw i po prostu pamiętają, że nie ma bardziej nasyconych erotyzmem sytuacji niż wspólne biwakowanie, żeglowanie, czy wędrowanie po górach. No, może jeszcze koedukacyjny akademik, gdzie koleżanki przychodzą w samej halce do kolegów z grupy, żeby pożyczyć od nich notatki, „bo przecież tak się dobrze znamy”. W wakacyjnych sytuacjach nie dość, że wszyscy, bez względu na płeć, są ciągle półnadzy, to przez cały czas przebywają blisko siebie. I jak tu nie ulec naturze?

Żniwa podrywaczy

Każdy nosi w sercu potrzebę bliskości, akceptacji, miłości i pięknego, romantycznego seksu z ukochaną osobą. Właśnie na to liczą wakacyjni podrywacze. Poczytajcie, co mówią profesjonaliści w tej dziedzinie.

Darek:

Zawsze wybierałem z tłumu jakąś zagubioną bidulkę. Najbardziej lubię takie, na których jeszcze nikt się nie poznał. Oczywiście musiała być sama, bez wianuszka przyjaciółeczek, bo wtedy trzeba adorować je wszystkie. Już na pierwszym ognisku patrzyłem tylko na nią, cały czas wodziłem za nią wzrokiem. Kiedy grałem na gitarze, to jakby tylko dla niej, a po dniu czy dwóch (nie za szybko) przedstawiałem się i trochę dłużej przytrzymałem jej rękę. Potem dwa, trzy (niby niechcący) otarcia o jej ramię i była moja. Dziewczynie wystarczy powiedzieć, że się ją kocha, a pozwoli się bezkarnie uwieść i jeszcze będzie przeszczęśliwa. Najlepsze są takie pełne kompleksów i wiary, że ich nikt nie zechce; człowiek nie musi się wysilać, ona uwierzy we wszystko. Czy miałem z nimi przygody erotyczne? No pewnie! Tylko zawsze z zabezpieczeniem, bo nie chcę mieć kłopotów z jej rodzicami czy sądem. Czy to dawało mi przyjemność? A po co się jeździ na wakacje? Zawsze ma mi kto wyprać gacie czy umyć po mnie gary. Najciekawsze jest to, że mimo mojej zdecydowanie złej reputacji, one w nią nie wierzyły. Nawet jak im sam mówię, że ze mnie kawał drania, jakby tego nie słyszały. Każda uważała, że jej to ja akurat nie oszukuję. Baby są cholernie naiwne. Tylko proszę, zmieńcie moje imię, bo w tym roku też mam zamiar dobrze się zabawić.

Metoda morska

Atmosfera swobody, wiatr we włosach, kwiaty w kapeluszu — kto by się przejmował antykoncepcją? Typowa metoda seksu pod namiotem to tak zwana metoda morska — może się uda. Nałogowcy oczywiście zabezpieczają się w niezbędne akcesoria, ale przecież wiele osób naprawdę spontanicznie podejmie decyzje o rozpoczęciu współżycia, maleńkim skoku w bok lub pójściu na całość. To zazwyczaj właśnie po wakacjach wiele młodych, inteligentnych, oczytanych osób z przerażeniem stwierdza, że jednak podczas pierwszego stosunku też można zajść w ciążę. Seksuolodzy mogą różnić się w opiniach na każdy temat, ale w jednym są zawsze zgodni: Każdy stosunek może skończyć się ciążą.

Obciążenia kulturowe

Ma rację Darek, że im niższa samoocena, tym łatwiejszym jest się łupem dla podrywaczy. Wielu osobom trudno jest uwierzyć, jak bezwzględni i pozbawieni skrupułów potrafią być ludzie. Oczywiście to dziewczyny najczęściej są stroną bardziej poszkodowaną. W naszej kulturze wciąż pokutuje przekonanie, że tylko cnota kobiety jest cnotą; mężczyźni mogą mieć spory bagaż erotycznych doświadczeń, a będą uznawani za moralnie poprawnych. Jeśli to dziewczyna uwiedzie chłopaka, ten zazwyczaj nie czuje się wykorzystany. Wręcz przeciwnie — jest wdzięczny partnerce za doznania erotyczne i czuje się pełnowartościowym mężczyzną. Nie należy zaraz wpadać w panikę, że każdy fajny, spotkany na wakacjach człowiek to podrywacz albo oszust. Można jednak zastanowić się chwilę nad tym, że rewolucja seksualna niekoniecznie ma same plusy.

Inny wymiar czasu

Letnie wieczory mają cudowny smak przygody. W zachodzącym słońcu każdy wygląda lepiej niż w świetle jarzeniówek. Opalone, lekko spocone młode ciała wydzielają cudowną woń erotyzmu, a odsłonięte nogi i ramiona wabią obietnicą przyszłych rozkoszy. Odwieczny rytuał zalotów doskonale nadaje się do realizacji w scenerii leśnej, górskiej lub nadmorskiej. W czasie wakacji znajomości rozwijają się w innym tempie. Ponieważ przebywa się ze sobą praktycznie całe dnie, kolejne etapy narastania uczucia rozwijają się w tempie zawrotnym. W normalnych, domowych warunkach, kiedy się zaczyna z kimś chodzić, to randki odbywają się raz, dwa, czasem trzy razy w tygodniu. Nic dziwnego, że pierwszy pocałunek ma miejsce po miesiącu, a pierwsza pieszczota po pół roku (no, może trochę wcześniej). Na wakacjach czas galopuje i bardzo łatwo jest zabrnąć dalej niż by się chciało.

Magda:

To prawda, że nie mam zahamowań, ale dlaczego do chłopaka nigdy się nie ma pretensji o to, czego dziewczynie się nie wybacza? Kilka lat temu mój chłopak potraktował mnie jak śmiecia. Od tego czasu nie mam zamiaru zakochać się ani nic z tych rzeczy, ale lubię się trochę poznęcać nad facetami, a babom pokazać, jakie są beznadziejnie głupie, że im ufają. Jak to robię? Różnie, zależnie od sytuacji, ale na ogół wygląda to tak: Wybieram sobie jakąś parę — taką, która chodzi ze sobą już ze dwa lata i jest trochę sobą znudzona. Jedno i drugie myśli, że może jednak są warci kogoś lepszego, ale boją się, że jak już się rozejdą, to zostaną sami do końca życia. Niektóre pary kłócą się przez cały czas, ale chodzą ze sobą latami — dla mnie to śmieszne. W kilka dni owijam chłopaka (każdego!) wokół małego palca. Ja go nie podrywam — ja mu daję szansę poderwać siebie. Z jego dziewczyną natomiast staram się zaprzyjaźnić, żeby nie mogła nic powiedzieć i wyjeżdżać z jakimiś oskarżeniami. Żal mi tylko tych idiotek, które płaczą albo chcą w połowie obozu wracać do domu. Czy ja jestem cyniczna? To nie ja jestem cyniczna, to życie jest takie. Czy to moja wina, że faceci to świnie?!

Po co ludziom seks?

  • żeby mieć dzieci
  • żeby nie tylko za pomocą słów okazać sobie czułość i wyrazić uczucia
  • żeby rozładować napięcie seksualne
  • żeby zjednoczyć się ciałem i duchem
  • żeby łatwo się było ranić, poniżać, wykorzystywać, żeby leczyć swoje kompleksy lub się ich nabawić
  • żeby sobie udowodnić, że wszyscy mężczyźni to świnie, a wszystkie kobiety to…

A który cel przyświeca tobie?

Prawo pierwszych połączeń

Wszystkie przeżycia (nie tylko seksualne), których doświadczamy po raz pierwszy i które nacechowane są silnymi emocjami, zostawiają trwały ślad w psychice. Nie chodzi tylko o pamięć, ale o nabycie schematu zachowań, który może latami się powtarzać. Warto zadbać o swoją przyszłość i dołożyć wszelkich starań, żeby to pierwsze doświadczenie nie zrobiło ci przynajmniej krzywdy, nie przekonało cię, że seks jest tylko dla przyjemności mężczyzny, że ktoś będzie cię kochał tylko wtedy, jeśli mu się bezgranicznie oddasz, że to jedyny sposób przekonania kogoś o swojej miłości lub gorzej: że seks to ból, cierpienie, zadawanie bólu, obowiązek. Pośpieszne, pełne napięcia współżycie, w niewygodnym miejscu (samochód, brzeg jeziora, toaleta lub inne równie romantyczne miejsca) może nie tylko zapoczątkować nerwicę (kto myśli o nerwicy na wakacjach?!), ale uniemożliwić ci w przyszłości czerpanie satysfakcji z normalnego życia intymnego z własnym mężem czy żoną, w swojej własnej sypialni, bo zawsze i wszędzie będziesz szukać napięcia, ryzyka wpadki i sporadyczności. Prawo pierwszych połączeń szczególnie silnie dotyczy właśnie sfery intymnej człowieka. To, niestety, stąd właśnie tak wielu ludzi nie potrafi, mimo najszczerszych chęci, zaangażować się w żaden związek i być po prostu zadowolonym ze swojego życia osobistego.

Jarek:

Lubię pocieszać, szczególnie te ładniejsze. Po całym roku ciężkiego kucia dziewczyny są zdesperowane. Wydaje im się, że zgniją w staropanieństwie i chętnie zwiążą się z każdym, byle je tylko chciał. Niestety — mylą niezobowiązującą przygodę z narzeczeństwem.

Chwila przejściowa, lecz nie bezkarna

Wakacje to jakby przerwa w życiorysie, taka trochę dłuższa prywatka. Zmywa się makijaż, odeśpi zarwaną noc i wszystko wraca do normy. Niestety, wakacje to czas największych błędów, które potem ciągną się za człowiekiem latami. Nie chodzi o niechciane ciąże, bo to oczywiste i niewymagające komentarza konsekwencje wakacyjnego szaleństwa, ale o głupie uleganie partnerowi wbrew własnej woli, o dostosowywanie się do ogólnego nurtu postępowania (wszyscy tak robią). Wakacje powinny naładować człowieka energią, siłami witalnym, a nie moralną zgagą i niesmakiem wobec samego siebie. Oczywiście to tylko moje zdanie, bo w końcu, jak mówi poeta, „wśród tylu różnych dróg przez życie każdy ma prawo wybrać źle”.

Pozdrawiam serdecznie wszystkich Czytelników i życzę udanych wakacji —
Ewa Nowak

Uporządkuj własne życie

Tym razem opowiastka symboliczna, bo w sprawach wewnętrznego uporządkowania operujemy głównie symbolami; dla każdego z nas porządek jest bowiem czymś innym.
Opowiastka nie jest przeze mnie wymyślona, a jedynie moimi słowami opowiedziana. Jeśli już ją znacie – wybaczcie.

***

Pewnego dnia stary profesor został poproszony o przeprowadzenie wykładu dla grupy szefów wielkich koncernów na temat skutecznego planowania czasu. Profesor miał do dyspozycji tylko jedną godzinę. Stojąc przed tą elitarną grupą (która gotowa była zanotować wszystko, czego ekspert będzie nauczał), stary profesor popatrzył na każdego z osobna, a następnie powiedział:

– Przeprowadzimy doświadczenie.

Wyjął spory dzban i postawił go przed sobą. Następnie do dzbana włożył ostrożnie dwanaście kamieni, każdy wielkości piłki tenisowej. Gdy dzban był wypełniony po brzegi, podniósł wzrok na swoich studentów i zapytał:

– Czy dzban jest pełny?

Wszyscy chórem odpowiedzieli, że tak.

– Na pewno? – spytał.

Pochylił się znowu i wyjął spod biurka naczynie wypełnione żwirem. Delikatnie wysypał żwir na kamienie, po czym potrząsnął lekko dzbanem. Żwir zajął miejsce między kamieniami. Stary profesor znów podniósł wzrok na audytorium i zapytał:

– Czy dzban jest pełny?

Studenci zaczęli rozumieć. Jeden z nich odpowiedział:

– Prawdopodobnie nie.
– Dobrze — powiedział profesor.

Pochylił się jeszcze raz i wyjął naczynie z piaskiem. Piasek zajął wolną przestrzeń między kamieniami i żwirem. Profesor po raz kolejny zapytał:

– Czy dzban jest pełny?

Tym razem studenci odpowiedzieli chórem:

– Nie.
– Dobrze – odparł stary profesor.

I tak, jak się spodziewali, wziął butelkę wody i wypełnił dzban po brzegi.

– Jaką wielką prawdę ukazuje nam to doświadczenie? – spytał.

Najodważniejszy ze studentów-szefów wielkich korporacji, biorąc pod uwagę przedmiot kursu, odpowiedział:

– To doświadczenie pokazuje, że nawet, gdy nasz kalendarz jest całkiem zapełniony, to jeśli naprawdę chcemy, możemy dorzucić więcej spotkań lub więcej rzeczy do zrobienia.

– Nie – odrzekł profesor. – Nie o to chodziło. Wielka prawda, którą przedstawia to doświadczenie, jest następująca: Jeśli do dzbana nie włożymy kamieni jako pierwszych, to później nie będzie to możliwe.

Zapanowało milczenie. Każdy uświadomił sobie oczywistość tego faktu.

– Co stanowi kamienie w waszym życiu? – spytał profesor. – Wasze zdrowie? Wasza rodzina? Przyjaciele? Zrealizowanie marzeń? Robienie tego, co jest waszą pasją? Nauka? Wiara? Odpoczynek? Wolny czas? A może jeszcze coś innego? Należy zapamiętać, że najważniejsze jest włożenie swoich kamieni jako pierwszych. W przeciwnym wypadku przegramy… własne życie. Jeśli damy pierwszeństwo drobiazgom, nie zostanie już dość miejsca, by poświęcić życie na ważne dla siebie sprawy. Nie zapomnijcie zatem zadać sobie pytania: „Co stanowi kamienie w moim życiu?”. Następnie włóżcie je na początku do waszego dzbana życia.

Pozdrowiwszy audytorium, stary profesor powoli opuścił salę.

Pozdrawiam serdecznie wszystkich Czytelników –
Ewa Nowak

Nowy rok – nowe życie?

Czy znasz kogoś, kto odchudza się począwszy od czwartku? Ja nie. Wszyscy czekamy z rozmaitymi obietnicami do nowego tygodnia, nowego miesiąca, nie mówiąc już o nowym roku!

Ludzie na całym świecie składają sobie obietnice, że tym razem to już na pewno odmienią swoje życie. I niemal wszyscy są pewni, że tym razem to już na pewno musi się udać. Dlaczego więc się nie udaje? I jak to zrobić, żeby się w końcu udało?

Wyrzuć wagę

W składaniu samemu sobie obietnic nie chodzi o to, żeby rzeczywiście przez rok nie tknąć słodyczy czy schudnąć dziesięć kilogramów. Celem składania, a potem dotrzymywania obietnic, jest udowodnienie samemu sobie, że:

  • mam silną wolę
  • umiem zapanować nad swoimi zachciankami
  • chcę nabrać szacunku dla samego siebie
  • chcę samemu sobie coś udowodnić

Nie jest więc najważniejsze, czy rzeczywiście schudniesz, przestaniesz nałogowo grać na komputerze lub obgadywać znajomych, ale to, że spróbujesz zmienić swój charakter, popracujesz nad sobą. Tylko to się liczy.

Co robić, żeby się udało?

  • Składaj wyłącznie obietnice na „tak”. Zobowiąż się raczej, co będziesz robił każdego dnia, niż czego nie będziesz. Nawet gdy zapomnisz, będzie jeszcze szansa nadrobienia (jeszcze w środku nocy możesz zrobić pięćdziesiąt przysiadów)
  • Zadbaj, żeby czas trwania obietnicy był krótki (nawet bardzo krótki). Nie deklaruj roku, lecz tydzień. Musisz patrzeć realnie i zrobić wszystko, żeby zwiększyć szanse na sukces
  • Twardo stąpaj po ziemi, deklaruj tylko rzeczy realne. Jeśli znów ci się nie uda nie sięgnąć po czekoladki, to będziesz tak sfrustrowany i niezadowolony sam z siebie, że pocieszysz się… czekoladą
  • Znajdź sobie cerbera. Wtajemnicz mamę, trenera lub koleżankę – niech cię pilnują. Głupio ci będzie przyznać się otwarcie, że znów nie dałeś rady się opanować. Rozpowiedz komu możesz, że od dziś np. zaczynasz być punktualny. Będzie ci potem tak głupio, że automatycznie zaczniesz przychodzić pięć minut wcześniej
  • Wejdź z kimś w spółkę. Ojciec przestaje palić, a ty pamiętasz o wyprowadzaniu psa. Możesz też założyć się z kimś, że na koniec roku piątka z matmy murowana. I to nie powinien być zakład tylko o przekonanie
  • Koniecznie zaznaczaj w kalendarzu dni uwieńczone sukcesem. Stawiaj krzyżyk lub rysuj serduszko – dowolnie. To bardzo dopinguje, bo zwyczajnie szkoda ci będzie zawalić sprawę. A co gorsza – samemu sobie postawić minus
  • O ile to tylko możliwe, każdy dzień zaczynaj właśnie od wypełnienia zobowiązania. To da ci samozadowolenie i spowoduje, że spojrzysz na siebie innym okiem – jak na człowieka obdarzonego silną wolą, który może góry przenosić

Tak naprawdę nie liczy się, czego konkretnie dotyczy twoje zobowiązanie; ma to wręcz marginalne znaczenie. Najważniejsze, żeby się udało. Wiesz, komu najtrudniej przychodzi dotrzymywanie słowa? Ludziom, którzy sami nie wierzą, że są do tego zdolni. Musisz więc przede wszystkim przekonać siebie, że to dla ciebie pestka – w ten sposób spójrz na sprawę.

A jeśli się nie uda?

To bardzo prawdopodobne, że nie uda ci się dotrzymać wszystkich narzuconych sobie zobowiązań. Jeśli tak się stanie, stanie, będize to oznaczało, że popełniłeś jeden z czterech błędów. Twoje zobowiązanie:

  • było za długie (najczęstszy błąd!)
  • było za mało realne
  • było ich za dużo
  • od razu nie wierzyłeś, że się uda

Musisz spojrzeć na sprawę z dystansem – zmienić warunki swojej obietnicy i zacząć jeszcze raz. Oczywiście nie czekając na nowy tydzień, nowy miesiąc, nie mówiąc już o nowym roku.

Z noworocznymi pozdrowieniami –
Ewa Nowak

Jak podejmować mądre decyzje?

Aż strach pomyśleć, ilu tegorocznych maturzystów znów popełni te same życiowe pomyłki, które zrobili ich starsi koledzy, rodzice i dziadkowie. Ile osób wybierze nie te studia, o których marzy, bo panicznie boi się porażki; ile dziewczyn wyjdzie za mąż za książkowo toksycznych facetów, bo uważa, że nie zasługuje na nic lepszego; ilu uczniów nie zapisze się na kurs, a ilu zdecyduje się rozpocząć życie intymne, które będzie się odbijało gorzką czkawką aż do emerytury.

Łukasz właśnie rzucił studia. Zdał maturę śpiewająco, na studia dostał się też bez większych problemów, ale w czasie wakacji poznał Danę. Dana jest Szwajcarką, doradcą (bardzo dobrze opłacanym doradcą) do spraw pozyskiwania nowych rynków. Firma wynajmuje jej stumetrowe mieszkanie, ona sama ma gosposię, prywatne BMW i… nic dziwnego, że Łukasz rzucił studia. Po co ma kuć siedem dni w tygodniu, a popołudniami jeszcze dorabiać korepetycjami, skoro ma już wszystko? Tyle że to nie on ma wszystko, ale Dana. On, mówiąc w skrócie, nie ma nic. Jak to się skończy? Kto wie! Nie zazdroszczę Łukaszowi momentu (który przecież kiedyś nastąpi), gdy okaże się, że są na świecie równie uroczy jak on faceci, tylko ciut bardziej wykształceni. Dlaczego więc sam pcha się w ten podły układ? Czy naprawdę aż tak trudno w życiu podejmować rozsądne decyzje? Ano tak. Niewiarygodnie trudno.

Ranking najgłupszych decyzji

  • wybór kierunku studiów poniżej swoich możliwości
  • wiązanie się z partnerami, delikatnie mówiąc, nieodpowiednimi
  • pozwalanie sobą pomiatać, wykorzystywać swoją wiedzę, umiejętności lub ciało obrzydliwym przedstawicielom naszego gatunku
  • dochowywanie rodzinnych tajemnic (alkoholizm, znęcanie się, molestowanie seksualne) własnym kosztem
  • ubieranie się modne, ale prowadzące do przewlekłych schorzeń (np. wad stóp, chorób nerek czy zapalenia zatok)
  • decydowanie się na mały skok w bok, pozornie bez konsekwencji (zdrada, kłamstwo, oszustwo, wandalizm, przestępstwo, narkotyki)

Zachcianka czy potrzeba

Zdecydowanie najwięcej naszych głupich decyzji wynika z ulegania własnym chwilowym kaprysom (obżarstwo, pijaństwo, lenistwo). Najczęściej nie potrafimy rozróżnić, co jest dla nas rzeczywiście najlepsze, a co da tylko chwilowe zadowolenie. Jak jednak odróżnić zachciankę od potrzeby, skoro w chwili podejmowania decyzji nasz rozum racjonalizuje i inteligentnie przekształca jedną w drugą? Zawsze zastanawiaj się, z czego będziesz naprawdę zadowolony po jakimś czasie. Z perspektywy czasu zawsze (no, prawie zawsze) umiemy dostrzec swoje głupie postępowanie. Użyjmy więc wyobraźni i oceńmy już teraz, co wyda się nam rozsądne za cztery godziny lub za tydzień. To bardzo skuteczny sposób podejmowania mądrych, rozsądnych i naprawdę nam służących decyzji w sprawach codziennych (jedzenie, ubranie się, odrobienie domowych obowiązków)

Strach przed nieznanym

Pokutuje w naszych udręczonych umysłach chory pogląd, że lepszy diabeł znany niż nieznany. Ile osób zapłaciło wysoką cenę za ten irracjonalny strach przed zmianami! Wybór klasy okazał się koszmarną pomyłką, ale ty uparcie chodzisz do ogólnej, chociaż serce aż ci się rwie do „humany”. Masz chłopaka, ale bądźmy szczerzy — to nie jest miłość, jednak lepszy taki niż żaden. Twój kurs angielskiego to czysty sen szaleńca, ale tobie szkoda nerwów, żeby po prostu się przenieść. Przykłady można mnożyć. Jedno jest pewne — dopóki nie uwolnisz się od starego diabła, który siedzi ci na karku, nie spotka cię nic lepszego. Jeśli jesteś niezadowolony ze swojego życia prywatnego czy spraw naukowych, uwolnij się od zbędnego balastu. Jak mówi stare przysłowie: żeby napić się aromatycznej, gorącej herbaty, potrzebna jest czysta, pusta szklanka.

Rozum i serce

Większość z nas zapytana, na czym należy się opierać, podejmując decyzje, odpowie bez wahania, że na rozumie. A to przecież nieprawda! Nie należy w żadnym razie odrzucać podszeptów serca, bo w ten sposób nie dajemy szans naszej intuicji, która może przecież znakomicie pokierować naszym życiem. Bo niby dlaczego nie oprzeć się właśnie na niej, gdy wszyscy mówią, że skoki na główkę do nieznanego jeziora są bezpieczne, a ona szepcze nam, że to jednak niekoniecznie prawda. W momencie podejmowania decyzji warto wsłuchać się w swoje serce (tak umownie nazwijmy cały wachlarz naszych emocji).

Autosabotaż

W dzieciństwie często słyszeliśmy takie słodkie zdanko: „Za kogo ty się uważasz? Tobie to się nie uda”. Większość z nas uważa, że nie zasługuje na nic lepszego niż ma. Sami stawiamy sobie psychiczną barierę, żeby nie osiągnąć niczego lepszego. Ile osób nie złoży papierów na medycynę, bo tam tak trudno się dostać; ile dzieci alkoholików niemo znosi gehennę, bo taki już ich los; ile dziewczyn da się wykorzystać i porzucić, bo ma zakodowane, że taka jest dola kobiety. Sabotowanie własnych decyzji, to fakt bardzo trudny do przyjęcia, ale niestety bardzo częsty.

Za mało samodzielności

Jeśli w dzieciństwie twoi rodzice decydowali za ciebie na każdym kroku, co masz na siebie założyć, z kim się przyjaźnić, czego i gdzie się uczyć, co jeść, to nie dziw się, że nie za bardzo wychodzi ci z podejmowaniem decyzji. Ten nic nie robi źle, kto nic nie robi. Jeśli chcesz, żeby zaczęło ci się wieść lepiej w życiu, musisz podejmować jak najwięcej decyzji absolutnie samodzielnie.

Afekt ojcowski

Wszyscy kochamy siebie i wszyscy zachwycamy się w duchu swoimi mądrymi decyzjami, pomysłami, tworami. Zwykliśmy uważać za absurd to, co nie zgadza się z naszymi poglądami, a przypisywać rozsądek tym, którzy się z nami we wszystkim zgadzają. Słowem — jesteśmy czule przywiązani do tego, co jest naszym własnym dziełem i z rozmachem naginamy rzeczywistość, żeby pasowała do stworzonego przez nas obrazu. Aby troszkę usprawnić podejmowane przez nas decyzje, trzeba, po pierwsze, szczegółowo przeanalizować jakie głupstwa zrobiliśmy dotychczas, jak one wpłynęły na nasze życie i jak najszybciej je odkręcić. W życiu bowiem dużo trudniejszą umiejętnością jest poprawić błąd niż go wcale nie zrobić. Ludzkość napisała tony literatury na temat błędów w różnych dziedzinach życia, ale jak mówi poeta: „Wśród tylu różnych dróg przez życie każdy ma prawo wybrać źle”.

Skąd się biorą głupie decyzje?

1. Chcemy szybko mieć sprawę z głowy i realizujemy pierwszy pomysł, który przyjdzie nam do głowy
2. Wyrabiamy sobie pogląd na podstawie cudzych opinii zamiast zaufać swojej intuicji
3. Kieruje nami owczy pęd, powielamy cudze rozwiązania, bo każdy w duszy jest trochę konformistą
4. Mamy totalny brak wiary we własne siły i zaniżamy poziom swoich możliwości
5. W sytuacji zagrożenia odwołujemy się do zabobonów, przesądów i religii
6. Tracimy zdrowy rozsądek w zderzeniu z autorytetami
7. Zbieramy informacje miłe i wygodne, a nie prawdziwe
8. Uporczywie idziemy raz obraną drogą, nie umiejąc się przyznać do starych błędów
9. Ulegamy chwilowym zachciankom zamiast rzeczywistym potrzebom
10. Nasze podświadome oczekiwania traktujemy jak rzeczywistość

Pozdrawiam serdecznie wszystkich Czytelników —
Ewa Nowak

Kłamstwa okołowakacyjne

Kłamiemy wszyscy… tylko każdy z innego powodu

Specjalnie wybrałam okres wakacyjny, żeby poruszyć temat kłamstwa. Nigdy bowiem tyle i z taką brawurą nie kłamiemy, jak właśnie na wakacjach i tuż po nich. Bo też okoliczności są nader sprzyjające. Poznajemy nowych ludzi i możemy bezkarnie wypróbować na nich swoją nieokiełznaną wyobraźnię. Poza tym to, co opowiadamy na wyjeździe, jest mało sprawdzalne i aż kusi, żeby po roku ciężkiej harówki pozwolić sobie na odrobinę (lub całkiem sporą dawkę) szaleństwa — jeśli nie realnego, to przynajmniej werbalnego.
Latem, nieobciążeni nauką i innymi obowiązkami, mamy wolną głowę. Przyglądamy się więc innym ludziom i widzimy, że niemal wszyscy kłamią bez opamiętania, a co ciekawsze, całkiem nieźle na tym wychodzą (tak to widać z boku; nie wiemy przecież, co w rzeczywistości przeżywa kłamiący). Dlatego wierzcie mi: przez cały rok nie zostaniecie tyle razy okłamani i tyle sami nie nakłamiecie, ile właśnie na wakacjach.
Przyjrzyjmy się kilku typom kłamców. Ciekawe, w której grupie odnajdziesz siebie…

Nałogowcy, czyli dla zasady

Jeśli raz się zacznie — bardzo łatwo się pogubić, co właściwie chce się osiągnąć. Szybko wpada się w nałóg opowiadania faktów… nieprawdziwych. Istnieją ludzie, którzy często coś nam relacjonując, mówią nieprawdę. Tymczasem oni opowiadają nam swoje wrażenia, emocje, komentarze — tzw. swoją wersję. Bo czy chcecie, czy nie — tam, gdzie jest więcej niż jedna osoba, zawsze jest kilka wersji zdarzeń.

Tchórze, czyli ze strachu

Groźba kary jest najsilniejszym motywem kłamstwa w dzieciństwie. Z wiekiem zauważamy, że ważniejsze od uniknięcia kary jest oczyszczenie, uwolnienie się od winy. Dla spokoju sumienia dobrze jest być ukaranym i „mieć przebaczone”. Najbliższym razem nie kręćcie, tylko wypijcie nawarzone przez siebie piwo, a sami się przekonacie, jak cudowną moc ma katharsis.

Niedowartościowani, czyli sami dla siebie

„Nie podobam się sobie, nie podoba mi się moje życie, moja rodzina, wszystko. Tworzę więc nowy świat i nowe życie”. Dlatego nieszczęśliwi kłamią bardzo dużo. Takim ludziom trzeba uświadamiać, że faktyczną wartością są oni sami, a nie to, co wymyślą. Nie należy jednak udowadniać im ich kłamstewek, „dołować” ich. W końcu jakie większe nieszczęście może spotkać człowieka niż nielubienie siebie i swojego życia?

Kulturalni, czyli tak ich wychowano

Tych lubię. Ilekroć objem się czekoladą i następnego dnia mam na twarzy mapę popełnionego przestępstwa, oni mówią mi, że doskonale wyglądam. Jestem im wdzięczna, bo chcą dobrze. Widzą, że prezentuję się tragicznie, ale nie chcą mi jeszcze dodatkowo dokładać zmartwień. Jeśli zapraszam znajomych na ciasto, a podam brązowawy ulep z zakalcem w środku, umieją się zachwycić, jak cudownie parzę herbatę. I jak tu ich nie lubić?

Nauczyciele, czyli dla naszego dobra

Jak myślicie — czy nauczyciele zawsze mówią wam prawdę? Oczywiście, że nie! Szkoła to przecież okres, kiedy człowiek zachowuje się najgłupiej z całego życia. Gdybyście mieli usłyszeć, jak naprawdę wyglądacie, co sobą reprezentujecie, na pewno nie przysłużyłoby się to rozwojowi waszej osobowości ani podwyższeniu samooceny. Dziękujmy więc nauczycielom za ich bezgraniczną wiarę, że uda nam się wyrosnąć na ludzi. Patrząc na licealistów, czasem doprawdy trudno w to uwierzyć.

Dlaczego jednak nie należy kłamać?

  • Stajesz się niewiarygodny także w innych dziedzinach
  • Tracisz szacunek najważniejszy ze wszystkich — do samego siebie
  • Nie panujesz nad wykreowaną rzeczywistością
  • Zostać złapanym na kłamstwie, to duży wstyd
  • Robisz z ludzi głupców
  • Kultywujesz złe ludzkie tradycje

Pozdrawiam serdecznie wszystkich Czytelników —
Ewa Nowak

Letnie typki

Spotkanie z każdym człowiekiem zostawia w tobie ślad. Czasem jest to tylko chwilowy „śladzik”, czasem jedno spotkanie odmieni twoje życie. Latem będziesz mieć okazję zetknięcia się z dużą liczbą nowych twarzy. Naucz się już z daleka rozpoznawać, jakie ślady zostawi w tobie właśnie poznany człowiek. Nie chodzi o znaki optyczne, ale o to, co czujesz. Diagnozuj ludzi po swoich odczuciach.

Bluszcz — krwiopijca

Znak rozpoznawczy: ciągle jest przy tobie. Zadaje ci pytania, na które chcesz odpowiedzieć, przypomina twoje wyczyny, o których nie tylko nie chcesz zapomnieć, ale właśnie chcesz się nimi pochwalić. Słowem — odwala za ciebie trudną robotę popisywania się. Gorzej jest po pewnym czasie, bo… on się nie chce odczepić. Po czym go poznać? Opowie ci bardzo smutną historię swojego życia, a potem będzie wisiał na tobie emocjonalne, bo przecież wyznał ci tak smutną prawdę o sobie.
Uwaga: dziewczyny-bluszcze łatwiej rozpoznać, ale z chłopcami trudniej wytrzymać. Znak rozpoznawczy: jest tobą zachwycony. Stale.

Bezlitosny cwaniaczek

Oto człowiek, który ma tylko jeden kierunek życia: wykorzystać kogoś do znalezienia się na mętnych wodach. Znasz takich. To tak zwani „rozrywkowi ludzie”. Świetnie się z nimi zarywa noce, pali ogniska na plaży, pije piwo, żebrze na ulicach na paczkę papierosów. To oni z uśmiechem na ustach niejedną już osobę wyprowadzili na manowce. Ale mają też zasadniczą zaletę: szybko się swoimi ofiarami nudzą. Jeśli będziesz mieć szczęście, zrobią ci tylko małą krzywdę, zostając we wspomnieniach tylko jako zgaga.
Znak rozpoznawczy: zanim ci się przedstawi, już pyta, czy nie dorzucisz się cztery złote na coś tam…

Uwodzicielka — szarlatanka

Uwaga: Nie musi być kobietą. Widać ich zawsze już z daleka, bo zwracają uwagę na siebie, czym mogą: strojem, zachowaniem, prowokacjami, milczeniem, lubią się dąsać, często są obrażeni, urażeni. Łatwo im podpaść i wejść u nich w niełaski. Szybko, nawet mówiąc jedno słowo, można stracić u nich wszystko, a potem potraktują cię jak powietrze. Oto ludzie, którzy ranią. Zazwyczaj pierwsze spotkanie jest urocze — oczarują cię, wykorzystają emocjonalnie, będziesz na ich usługach, zdradzisz psychicznie (albo nie tylko) swoją sympatię, zrobią ci wodę z mózgu i… odejdą nakarmieni twoim upokorzeniem.
Znak rozpoznawczy: przy niej czujesz się kimś pięknym i wyjątkowym.

Samotnik — pasjonat

To wspaniały typ człowieka. Na początku zawsze wydaje się mrukiem, gburem, milczkiem lub abnegatem. Jeśli takiego widzisz — od razu się z nim zaprzyjaźniaj. To człowiek z pasją. Nie tylko swoją, ale… twoją! Być może będziesz szczęściarzem i dzięki niemu uda ci się zobaczyć w sobie swoje zainteresowania. Jeśli tylko otrzesz się o niego — pilnuj go. Wyciągaj z niego jego pasje, wiedzę i… naśladuj. Czasem nawet pobieżny (na przykład w pociągu) kontakt z samotnikiem-pasjonatem może zaowocować nagłym odkryciem w sobie jakiejś pasji, idei, celu w życiu. Poświęć to lato na rozpoznawanie takich ludzi.
Znak rozpoznawczy: zawsze patrzy w inną stronę niż ogół, mówi coś niepopularnego, znika na sekundę przed tym, no co inni czekają z drżącym sercem.

Bezśladowiec — statysta

Bardzo rzadki okaz. Zapomnisz o nim, gdy tylko zniknie ci z oczu. To człowiek, który jest w życiu tylko statystą. U ciebie też będzie tylko tłem wydarzeń. Przejdziesz mimo, nie poznasz go, nie polubisz ani nie znienawidzisz — nic. To człowiek, który nigdy nikomu się nie narzuca; jest jakby wypełniaczem przestrzeni, zapchajdziurą. Od czasu do czasu każdy z nas bywa kimś takim, ale on jest zapchajdziurą stale.
Znak szczególny: za nic w świecie nie pamiętasz, jak ma na imię. Chciałbyś nawet coś do niego powiedzieć, ale zawsze jakoś tak… nie udaje się. Dopiero za dziesięć lat dowiesz się z telewizji, że otrzymał nagrodę, wygrał bieg lub zdobył Oskara…. To ten? No, coś takiego!

Pseudoerudyta

Cokolwiek powiesz, on spuentuje to po łacinie, wtrąci zwrot obcojęzyczny, poprawi cię, gdy coś opowiadasz. Uważaj na niego i trzymaj się z daleka. Najpierw będziesz na niego wściekły, potem go znienawidzisz, ale to wszystko nic, bo gdy lato mnie… będziesz mieć zaniżoną samoocenę. Znajomość z nim jeszcze długo będzie odbijać ci się czkawką. Od prawdziwego erudyty różni się tym, czym wóz drabiniasty od mercedesa.
Znak rozpoznawczy: czujesz się przy nim głupszy, mniej atrakcyjny, zaściankowy, masz coś do powiedzenia, ale jakoś nic nie mówisz.

Ideowiec — męczydusza

Pełno takich na plażach, górskich szlakach i żeglarskich kejach. On nie da ci odetchnąć; będzie niestrudzenie na milion sposobów starał się udowodnić, że twoje życie jest nic niewarte. Nie masz idei (jego idei), więc jesteś… nikim. Będzie rozpowiadał, jaki z ciebie marny robak, bo nie jesteś wolontariuszem, harcerzem, buddystą, zbieraczem złomu lub foto-ornitologiem. To dziwny okaz — zawsze ciągnie za sobą jednego lub dwóch sobie podobnych, ale to tylko klakierzy. W istocie zepsuć ci wakacje może tylko on; tamtym nie będzie się chciało, a jemu przyświeca idea.
Znak szczególny: gdy się zbliża, od razu przychodzi ci do głowy sto powodów, dlaczego już teraz musisz zmykać.

Z wakacyjnymi pozdrowieniami,
Ewa Nowak