Archiwalne wpisy w kategorii 'Artykuły'

Strona 2 z 2

Nasze grzeszki

Generalnie nie jesteśmy źli. Ot, po prostu czasem lubimy leciutko skręcić z prostej drogi i otrzeć się o świat wykroczeń. Z naszych drobnych grzechów zawsze mamy świetne wytłumaczenia. Nikt się nie przyczepi.

Przegląd łazienki, czyli nikt przecież nie widzi

Wszyscy jesteśmy nauczeni, że u kogoś w mieszkaniu nie wolno szperać po szafkach, zaglądać na półki. Jedyne co wolno, to dyskretnie rozejrzeć się po wnętrzu i bez natarczywego entuzjazmu je pochwalić. Czy to może człowiekowi wystarczyć? Skąd! Dlatego nasze potrzeby niewinnego myszkowania zaspokajamy w zaciszu cudzej łazienki. Gdy zamkniemy już zamek pod klamką — raz-dwa potrzeba fizjologiczna, a potem… nic takiego nie robimy — po prostu zerkniemy, co stoi na półkach, ocenimy, za ile gospodarz kupuje papier toaletowy, wypróbujemy na dłoni ten i jeszcze tamten kremik… Nawet fajny, może ja też taki sobie kupię? Półka w cudzej łazience to bardzo interesujące miejsce. Oczywiście tylko nieliczni zniżają się do poziomu przeglądania pojemnika z brudną bielizną czy dokładniejszej penetracji szafki z detergentami. Nam wystarczy mały przeglądzik łazienkowej półeczki. I najważniejsze, że grzesząc nic złego przecież nie robimy…

Czarna łapa, czyli to tylko żart

Dzieci bardzo fajnie się boją. Robią im się takie duże oczy, wargi zaczynają drgać… a najfajniejsze jest to, że tak łatwo je przestraszyć. Kto ma młodsze rodzeństwo, na pewno wie o czym mowa.
„Kiedy wystawisz nogę za łóżko, czarna łapa zaczyna ją ssać i ssie, ssie tak długo, aż…”. Nas też straszono i co? Żyjemy. Dlatego sami też to robimy. Tu i tam, żartem lub mimochodem prześlemy młodszemu kuzynowi informację, że oczywiście ta szczepionka nie boli, nie… wcale… tylko że ropa leje się z rany przez trzy dni! Trzy dni to dla przedszkolaka wieczność! Można też wspomnieć o szkole, o sadystycznych nauczycielach lub opowiedzieć jak to na koloniach w nocy jedni drugim podkładają żmije do łóżka. Fajnie się torturuje dzieci — przecież to tylko żarty. Tylko.

Znalazłem, czyli przecież to niczyje

Wszystkie przedmioty świata dzielą się na dwie kategorie: moje i nie moje. Właściwie to świat jest pełen bezpańskich przedmiotów. Te przedmioty tym bardziej robią się bezpańskie, im bardziej my je chcemy mieć. Czy szkolne nożyczki są czyjeś? Raczej nie, szczególnie że tak dobrze leżą ci w ręku. Wszyscy brzydzimy się kradzieżą i za pozbawienie nas naszego mienia gotowi jesteśmy zarządzić karę śmierci, ale co komu szkodzi, że z wesela wyniosę łyżeczkę, skoro akurat takiej brakuje w moim komplecie? Nie widzimy nic złego w zabieraniu tu i tam drobnych rzeczy, kubeczków, popielniczek, czasem książki czy biżuterii. Kiedy zaczniemy pracować, mamy nawet moralną podkładkę, żeby coś z pracy wynieść — przy takiej pensji niech nie wymagają ode mnie lojalności! A zresztą… przecież to niczyje!

W supermarkecie, czyli już bez przesady

Przed świętami przydałyby się większe zakupy. Ładujecie się całą rodziną do waszego wysłużonego Forda i pod supermarket. Strasznie męczące te zakupy. Nic dziwnego, że zachciało ci się pić i jeść, i masz ochotę na coś słodkiego. Rodzice systematycznie napełniają wielki wózek, a ty po prostu wypiłeś. No, bez przesady. Przy takich zakupach jeden głupi soczek za złotówkę ich (nie wiadomo zresztą kogo dokładnie) chyba nie zbawi, prawda? Poczęstujesz się brazylijskim, sporym orzechem, zjesz kilka suszonych śliwek i samopoczucie masz bardzo dobre. Większość z nas uważa, że skoro płaci za coś tam, to ma prawo coś innego dostać już za darmo. A jeśli nie dostaje, to sobie weźmie.

Podsłuchiwacze, czyli mogłeś nie mówić tak głośno

Wśród wielu przymiotów ducha, które wpajała nam mamusia jest ten, żeby nigdy nie podsłuchiwać, bo to brzydko. Ale zaraz, zaraz… Co innego zakraść się pod otwarte okno, znieruchomieć i szpiegować, a całkiem co innego po prostu przypadkiem coś usłyszeć. Dwie koleżanki w łazience stoją przed lustrem i wymieniają poglądy na temat trzeciej (niewykluczone, że tą trzecia jesteś ty). Czy po usłyszeniu kilku zdań głośno dasz znać o swojej obecności? Nie! Cichutko, jak trusia, posłuchasz sobie… Jeśli są tak głupie, żeby rozmawiać o takich sprawach w kiblu, to ich problem. Mogły nie mówić tak głośno, prawda?

Człowiek meduza, czyli ja taki już jestem

Prosisz koleżankę na imprezie, by pokroiła makowiec, a ona rozciapcia go, nakruszy i poda makowo-drożdżową breję, której nikt nie dotknie. „Nie najlepiej mi wyszło, taka już jestem, mam zdolności nie-kulinarne”. To po coś się za to brała?! Myślisz, że ty nigdy tak nie robisz? Robisz, bo meduza ze swoimi wyspecjalizowanymi parzydełkami drzemie w każdym z nas. I czasem się budzi. Koleżanka kupiła nowe spodnie. Co jej powiemy? „Fajne spodnie, super, tylko wiesz, one cię trochę poszerzają… Ale nie, nie, i tak w porządku, naprawdę”. I udało się. Odebraliśmy dziewczynie całą radość. Brat przychodzi rozentuzjazmowany do domu i woła, że dostał piątkę z czegoś tam. Co my na to? „Tak, tak, a może najpierw byś ten chlew u siebie sprzątnął”. Nic na to nie poradzimy — tacy już jesteśmy.

Gwiazdy, czyli on przecież sam chciał

Czasem niektórzy ludzie aż się proszą, żeby ich wykorzystywać. Nie, żebyśmy robili to celowo. Nie — oni po prostu sami chcieli. Umówiliście się na siedemnastą, a przecież mówiłaś mu, że wcześniej musisz zajrzeć do biblioteki. Sam chciał spotkać się o siedemnastej, to niech do siebie ma pretensje, że sterczał na deszczu czterdzieści minut. Albo ten — wiem, że jest bez forsy, ale ja też potrzebuję tych korepetycji. Zresztą sam mówił, że tak daleko to on by nie chciał dojeżdżać, to po co miałam mu mówić, że jest jakiś uczeń? Albo ta. Sama się prosiła. Mówiła, że mi może pomóc w fizyce, to dlaczego teraz robi miny jak przychodzę i z innymi przedmiotami? Sama się napraszała, że mi pomoże. To co, wypracowania z polaka za mnie napisać nie może?
Wykorzystujemy ludzi, nie liczymy się z nimi, naszą pychę rozdymamy do granic niepojętości. Czyja to wina? Ich, bo sami przecież chcieli.

Olewacze, czyli inni są jeszcze gorsi

Nasze grzeszki doskonale widać na tym, jak traktujemy nasze zwierzęta. Te nikomu się nie poskarżą. Wręcz przeciwnie: kochają nas wbrew zdrowemu rozsądkowi i dlatego możemy z nimi robić co chcemy. A zresztą, co my niby takiego złego robimy? Po prostu wczoraj bardzo się śpieszyłam i dlatego nie dostał swojej porcji kaszy. Nie umrze jak sobie jeden dzień poczeka. Musi dostać za to, że narobił. Jak mam go inaczej oduczyć? Przecież nie oduczę siebie lenistwa i nie nauczę tego, żeby jednak może trochę częściej go wyprowadzać. Jak czasem dostanie, to tylko będzie bardziej karny. Traktujemy nasze zwierzęta okropnie, głodzimy, lekceważymy, ale w końcu nie jesteśmy tacy źli — inni są znacznie gorsi.

Pozdrawiam serdecznie wszystkich Czytelników —
Ewa Nowak.

Która to randka

Dziś specjalny walentynkowy artykuł Ewy Nowak. Miłej lektury!

Czy patrząc na randkującą parkę można określić, która to ich randka? Chciałoby się odpowiedzieć, że nie można, bo każda miłość jest inna. A jednak można… i to bez większych pomyłek!

Pierwsza

Najlepiej się ją pamięta, a najmniej się na niej dzieje. Każdy z randkujących ubrany jest w swoje najlepsze (według niego) ciuchy. Dziewczyna zazwyczaj chce pokazać, że jest już bardzo dorosła i ma na twarzy o jedną (czasem dwie) warstwy makijażu za dużo. Oboje mają umyte, tuż przed wyjściem, włosy i wypielęgnowane, mocno nienaturalne, fryzury, w których wyglądają dość upiornie. On obowiązkowo z różą, a jeśli się wstydzi, to z bukiecikiem miniaturowych stokrotek. Kwiaty są obowiązkowe! Wszystko dzieje się niby przypadkiem. On przypadkiem przez bite dwie godziny klei się do niej ramieniem, a ona przypadkiem potrząsa rozpuszczonymi włosami. Na pierwsze randki często wybiera się (oczywiście przypadkiem) miejsca skrajnie zatłoczone. W tramwaju czy na koncercie nic dziwnego, że cały muszą być ze sobą sklejeni.

Trzecia

Ci wybierają totalne pustkowie, najgłębszą alejkę w najdzikszym parku. Muszą być sami. Wszystko już jest ustalone. Kochają się! Zakochani nie spuszczają z siebie wzroku ani na chwilę. Nawet kupując coś, patrzą wyłącznie na siebie, ekspedientki tam nie ma. Zawsze są scementowani jakimś psychicznym super glue. Tak ściśle przylegają do siebie, że szpilki nie wsadzisz i oplatają się kurczowo, jakby wołali na całe gardło, że nigdy się nie rozstaną.. Nigdy!!! Dotychczas głównie randkowali, chodząc, a teraz głównie stoją. Ona stopień wyżej albo na krawężniku i patrzą sobie w oczy. Są szczęśliwi, ale i trochę jeszcze zawstydzeni, że to dzieje się tak szybko. Nie mogą jeszcze uwierzyć, że ich też spotkało to szczęście. Dlatego na tym etapie randkowania, zakochani mają zawsze nie najmądrzejsze miny.

Dziewiąta

Zakochanym już bardzo dużo wolno. Czują się bardzo pewnie i gwiżdżą na to, co świat o nich powie. Całują się bez względu na miejsce, czas i obecność osób postronnych. Właściwie to tylko się całują. Rozmawiać będą potem. Zresztą i tak właściwie wszystko już o sobie wiedzą – z wyjątkiem tego, czego jedno drugiemu nie opowie nigdy, rzecz jasna. Cokolwiek robią, jest to cudowne. Uporządkują nawet piwnicę wujka Wacka – byle razem, byle w zasięgu wzroku. No i te pożegnania! Pożegnania, to najdłuższa i najbardziej wartościowa część randki. Stoją godzinami pod jej blokiem albo domem i zapewniają się po raz dwusetny: Kochasz? Kocham. I buzi. To moment, kiedy randki tracą platoniczną aurę i przypominają eksplozję seksu.

Szesnasta

Często odbywa się przez telefon. Każde ze swojego aparatu zapewnia o dozgonnej miłości i opowiada, co u niego słychać. Bo fajnie mieć z kim chodzić, ale każde jest taaakie zajęte. Na koniec leniwie ustalają, że może by gdzieś wyjechać na ferie, ale właściwie to żadne nie ma czasu pójść po bilety i właściwie to tyle jest nauki… Często taka telefoniczna randka odbywa się w towarzystwie jej koleżanek po jednej stronie kabelka i jego kolegów po drugiej. Nagle przestaje przeszkadzać, że ktoś słucha ich rozmowy, co dotychczas było nie do pomyślenia. O dziwo, dawni znajomi znów są potrzebni, znów wrócili do łask. Szesnasta randka jest więc najczęściej randką więcej niż dwóch osób. Ten etap łatwo też poznać po tym, że nagle dla niej bardzo ciekawe staje się, z kim zaczęła chodzić Jolka. A jeszcze pięć randek temu nawet by nie zauważyła, że Jolka nie żyje.

Dwudziesta druga

Para umawia się u kogoś. „Będziesz u Gośki? Dobra, to ja tam wpadnę o szóstej”. Przychodzi po ósmej, bo już nikomu się nie chce udawać, że jest punktualny albo że lubi jeździć na górskim rowerze. Już niczego się nie udaje. Oboje załatwiają randki jak ważne sprawy do odbębnienia. Buzi na dzień dobry i do widzenia, ale już nie siadają blisko siebie, już nie kleją im się ręce. Zjawiają się w dresie albo z silnym katarem i randkują według zasady: Jak mnie kochasz, to zaakceptujesz nawet z kilogramowym łupieżem. Nudzą się, ale trwają.

Przedostatnia

Jeszcze próbują być razem. To przecież nie ich wina, że coś się nie udaje. Znów trzymają się za ręce, niby się dotykają ramionami, ale oczka uciekają im za kimś innym. Idą sobie razem, ale nic jakoś nie mówią, każde patrzy w swoją stronę. Ona bardzo się dziwi, że zauważa, jak wielu facetów gapi się na jej nogi. On jest zdziwiony, że jest tyle super dziewczyn. Dlaczego nie widział tego wcześniej? Są już sobą śmiertelnie znudzeni, ale jeszcze zbyt przestraszeni, że nie znajdą nikogo innego, i tak trwają. Chodzą bez celu po ulicach i sklepach. Spleceni ramionami, ale każde w świecie swoich fantazji: Co zrobi, jak już będzie wolny…

Ostatnia

Patrzą na siebie z wyrzutem – zabrał mi najlepsze lata życia. Zawsze w miejscu bardzo ustronnym (po prostu idą tam, gdzie byli na trzeciej randce). Każde z nich tacha pudło pamiątek po tym drugim. Już się nie dotykają. Patrzą na siebie spode łba trochę zawstydzeni. Najchętniej wymazaliby ze wspólnej pamięci całą intymność, ale się nie da. Stoją lub siedzą (naprzeciw siebie), każde ma ręce mocno splecione na własnym torsie. Każde jakby mówiło: „Już nie masz do mnie dostępu”. Na koniec z maksymalnej potrzebnej do tego odległości wyciągną do siebie ręce. On może będzie dżentelmenem i nawet jej rękę ucałuje, ale tak jak ciocię Kazię. Nic więcej. Wszystko, co zostanie powiedziane, to tylko banalne „zostaniemy przyjaciółmi, prawda?”. Potem pędem każde gna do domu obdzwonić znajomych i każde z nich mówi, że rzuciło pierwsze. Bo nie wypada być porzuconym.

Rodzaje miłości

Każdy z nas ma tendencje do zakochiwania się ciągle w ten sam sposób. Dziś siedem różnych typów zakochania. W którym najwyraźniej widzisz siebie?

Stadna

Miłość wespół-zespół. Charakterystyczna dla osób niepewnych, nie wierzących w siebie i swoje indywidualne wybory, dlatego zdających się na wybór grupy. To miłość wszystkich dziewczyn w szkole do jednego (najpiękniejszego) chłopaka. Albo miłość kilku kumpli do tej samej piersiastej aktorki z serialu rozgrywającego się cały czas na plaży. Nie chodzi bowiem o obiekt ani o manifestowanie uczuć, tylko o to, że nie wybieramy sami, ale akceptujemy wybór ludzi, których cenimy, lubimy. Raźniej tak w kilka osób, a i pocieszyć, w razie czego, jest komu…

Podszyta przyjaźnią

Oby was taka spotkała. To miłość bez randkowania. Po prostu znacie się, lubicie, łączy was tak wiele spraw, że ciągle (tak jakoś wychodzi) jesteście razem. W swoim towarzystwie czujecie się swobodni, czasem się pocieszacie, czasem razem pójdziecie na film (nie: „do kina”). Od roku wszyscy na kilometr widzą, że macie się ku sobie, ale wy twardo mówicie: „My się tylko przyjaźnimy”. Nawet na dzień przed ślubem jeszcze to powtarzacie. To najfajniejsza z miłości — pokochać na całe życie własnego przyjaciela.

Zła, podła, destrukcyjna

Miłość, która cię zabija. Najsilniejsza ze wszystkich, najbardziej uzależniająca i powodująca największe spustoszenia w psychice. Dlatego tak ją lubimy. Zaspokaja nasze ukryte, nieuświadomione skłonności masochistyczne, demaskuje nasze poglądy, że życie człowieka musi być ciężkie i tragiczne. To miłość, która mówi: „Nie pij — ja cię tak kocham”, „Nie bij — przecież jesteś dla mnie wszystkim”, „Zrób ze mną co chcesz, ale nie odchodź”. Miłość, w imię której porzucisz rodziców, przyjaciół i każdego, kto będzie cię próbował przed nią uratować. Nie ma się co dziwić — w przepaść zawsze spada się samotnie.

Jak Romek i Julka

Czyli na złość wszystkim. Im bardziej wszyscy wam ją odradzają, a już najlepiej zabraniają, tym ty kochasz bardziej. I gdyby tak trwała do śmierci, ta miłość byłaby najtrwalsza ze wszystkich, bo dwoje ludzi złączonych jest wspólnym celem: „My wam pokażemy”. Gorzej, gdy otoczenie skapituluje i w końcu zaakceptuje wasz związek. Wtedy koniec. Bo po co w takim razie wam ta miłość? Znika cały urok partyzanckich, potajemnych spotkań i oszukiwania kogo się da. Odarta z lawirowania, oszukiwania, ukradkowości — po prostu nie istnieje.

Potwierdzająca

„Jesteś nikim, dopóki nie masz dziewczyny”. Mówią ci to wszyscy w każdym piśmie i filmiku. „No więc dobrze, znajdę sobie jakąś. Ej, ty! Chcesz ze mną chodzić?” — tak to mniej więcej przebiega. Najczęściej zdarza się na wakacjach. Na każdym wyjeździe wypada mieć jakąś dziewczynę. Wszystko jedno jaką, byleby pokazać, że jest się mężczyzną. To miłość bez ciepła, zafascynowania, przyszłości i liczenia się z uczuciami drugiej strony. Ale co z tego, skoro dzięki niej wszyscy widzą w chłopaku macho? Warto?

Niemożliwa

Zakochać się we własnym ojczymie, księdzu albo młodym mężu własnej siostry to jest dopiero coś! Ile to się można wtedy nacierpieć! Bo o to właśnie chodzi, żeby było smutno, źle i żeby można sobie było popłakać trzy godzinki każdego dnia. Czy to trudna miłość? Skąd! Tylko głupia, nic więcej Wszystko w niej jest jasne — świat jest podły i niesprawiedliwy, spotkaliśmy się za późno… Cierpienie jest przecież elementem każdego związku, a że w tym wypadku jedynym, to co z tego?

Nieobliczalna

Najwspanialsza na świecie. Spada na ciebie jak grom z jasnego nieba. Nie pytasz o wiek, zasobność rodziców ani gdzie będziecie mieszkać. To przecież wszystko jedno! To twoja druga połowa! Kochasz. Jesteś kochany i wszystko się może zdarzyć. Nie ma problemu jak razem wyglądamy ani co o nas powiedzą ludzie. I zawsze (to najciekawsze) wszyscy tak się wami zachwycają, zazdroszczą (w pozytywnym sensie), że zamiast tracić przyjaciół, jak to zwykle zakochani, macie ich nagle bardzo dużo. Bo wszystkich ciągnie do ludzi szczęśliwych.

Pozdrawiam serdecznie wszystkich Czytelników —
Ewa Nowak.

Wielkie małe manipulacje

Pewne sprawy zdecydowanie lepiej załatwia się okrężną drogą. Gdy chcesz kupić sobie nową spódnicę, to szeroko opowiadasz w domu o posezonowych wyprzedażach. Jeśli chcesz się pozbyć brata z pokoju, to mówisz, że pies piszczy, bo chce wyjść. A jeśli chcesz pożyczyć pieniądze, to… musisz się już trochę napracować.

Sztukę manipulacji najlepiej opanowały dzieci. One grają naprawdę va banque. Robią to początkowo nieświadomie, ale z czasem stosują różne sztuczki konsekwentnie i ze znawstwem. Te wszystkie płacze wniebogłosy zdarzają się głównie w sklepach lub przy jakiejś innej widowni. Po co przekonywać, że dwunasty misio jest w domu niezbędny? Można w ten sposób narazić się na racjonalne argumenty. A uderzenie w bek jest szybkim, skutecznym sposobem otrzymania tego, na co się liczy. Pokażcie mi jedną matkę, która przy swoim szefie nie uciszy brzdąca za każdą cenę.

Jest wiele metod manipulacji. Prawie wszystkie posiadają wysoką lub bardzo wysoką skuteczność. Warto o nich wiedzieć z dwóch powodów: bardzo prozaicznego — żeby się bronić przed wstrętnymi manipulantami, i bardzo nieetycznego — żeby trochę skuteczniej załatwiać różne sprawy.

Spłacaj długi

Jeśli ktoś daje ci prezent, rewanżujesz się, bo tego wymaga kultura. Ale jeśli otrzymujesz próbkę szamponu, to zapomnij o rewanżu. Mistrzowie manipulacji wiedzą, że nie ma to jak komuś oddać przysługę lub podarować uroczy drobiazg. Można wtedy zwyczajnie liczyć na rewanż. I już jesteś w pułapce manipulacji! Robisz coś nie z przekonania, ale z poczucia obowiązku. Na przykład: „Widzę, że dobrze ci służy ta apaszka ode mnie. Wyglądasz w niej cudownie. Mam nadzieję, że się na mnie nie obrazisz, ale potrzebuję koniecznie tej twojej zielonej skórzanej spódnicy. Będę jej strzec jak oka w głowie, obiecuję”. Łatwo coś dostać od dłużnika, łatwo go prosić o przysługę, ale ty zawsze odróżniaj, czy rewanżujesz się, bo sama tego chcesz, czy też jesteś uwikłana w układy.

Błogosławiony kontrast

To prosta technika. Jeśli zetkniesz się z czymś beznadziejnym, a potem z ciut lepszym, to wpadniesz w zachwyt. Zastanów się, jak sprzedają mieszkania w agencjach nieruchomości. Najpierw pokazują absurdalnie drogą ruderę, by potem dobrze sprzedać przeciętne mieszkanie. Pragniesz wydawać się szczuplejsza — nic nie zastąpi koleżanki przy kości. Każdy, kto manipuluje na dużą skalę, wykorzystuje tę sztuczkę.

Podobnie robią pedagodzy. Przez pierwsze trzy miesiące nauki warczą i pokazują kły, a kiedy raz się uśmiechną, wszyscy uczniowie są przeszczęśliwi. A biologa, który zawsze jest równy, nikt nie doceni.

Skok z dużej wysokości

Tę sztuczkę uwielbiają dzieci: „Proszę was o własny skuter, ale jeśli nie możecie mi go kupić, to proszę chociaż o watę na patyku”. Na samą watę z pewnością osesek nie mógłby liczyć (próchnica, przed obiadem, bezsensowne wyrzucanie pieniędzy), ale po tym skuterze czymże jest cukier na patyku za 1,5 zł? Ta zręczna manipulacja polega na postawieniu przed kimś niewyobrażalnie wielkiego żądania tylko po to, aby zostało odrzucone. Następnie należy wycofać się i… ujawnić drugą prośbę, znacznie mniejszą. Tę spełnia się już automatycznie, bo trzeba jakoś uśpić wyrzuty sumienia.

„Jolu, czy możemy dziś z Jurkiem u ciebie przenocować? No, trudno. Szkoda. Tak, rozumiem cię. To może chociaż mogłabyś pożyczyć nam 50 złotych, bo jesteśmy kompletnie spłukani”. I dostaje swoje pięć dych. Proste. I działa zawsze.

Raz obrana droga

Wszyscy cierpimy na potrzebę bycia konsekwentnymi za wszelką cenę. Na szczęście masz prawo zmieniać zdanie, rozmyślić się. Pamiętaj o tym! Zawsze lepiej się przemóc niż dać się w coś wmanewrować. Na przykład: „Joasiu, stawiam ci na semestr 4+, chociaż nie jestem zadowolona z twojej dzisiejszej odpowiedzi”. Czytaj: „Joasiu, wolę wyjść na idiotkę sama przed sobą i takiemu niedouczonemu leniowi jak ty postawić 4+ niż przyznać się przed klasą, że pomyliłam się w ocenie twojej osoby”.

Jeśli ulegniemy pokusie automatycznego reagowania, to łatwo damy się wykorzystać przez kogoś, kto naszą potrzebę bycia konsekwentnym zaobserwuje. „Córeczko kochana, dlaczego ty masz wątpliwości? To przecież wspaniały chłopak, a że trochę pije… co z tego? Poza tym zaproszenia wysłane, obrączki kupione, sukienka w szyciu… Jeśli teraz się wycofasz, to co sobie babcia pomyśli?”. Ale to nie babcia ani matka będą przez całe życie żałować tego jednego „tak”.

Wszyscy tak robią

Zdecydowanie najwięcej zyska manipulator, gdy ma „poparcie społeczne”. Wiele dziewczyn ma chłopców, co do których są przekonane, że nie zwiążą się z nimi na całe życie. Po co więc zawracają sobie nimi głowę? Bo wszyscy tak robią. Bo trzeba mieć chłopaka. Bo trzeba chodzić na imprezy. Bo trzeba być na topie.

Przed tego typu manipulacjami szalenie trudno się bronić, bo najtrudniej określić granicę między naszymi rzeczywistymi potrzebami i marzeniami, a tak zwanym owczym pędem. Żeby udawało się masowo sprzedawać tak nonsensowne urządzenie jak depilator (ból nie do wytrzymania i jeszcze panicznie drogie), trzeba było wytworzyć w kobietach poczucie, że wszystkie kulturalne osoby tak robią. No a teraz już rzeczywiście wszyscy się depilują, więc nie ma nawet jak przeciwstawić się temu zwyczajowi. Jednak bez stworzenia „poparcia społecznego” nikt nie namówiłby nas na takie katusze.

Towar deficytowy

Takie triki stosuje się zwłaszcza w reklamie i w promocjach, których osobiście nie znoszę. Lubię oczywiście kupić coś taniej, ale nie lubię jak mi się mówi, że to jakaś superokazja (bo to jest super, ale dla tego, kto się pozbywa towaru). Manipulatorzy lubią też dopisać na ogłoszeniu: „liczba miejsc ograniczona”, bo to wzmaga w nas poczucie, że coś cudownego, jakaś nieprawdopodobna okazja może przejść nam koło nosa. Tylko że zazwyczaj ten dopisek pojawia się, zanim sprzeda się chociaż jeden telefon, miejsce na kursie czy kubek do kawy. Taka oferta, jeśli się z niej skorzysta, daje radość i satysfakcję, że udało się nam zdobyć coś tak niewiarygodnie satysfakcjonującego. I oczywiście powiemy o tym naszym znajomym, a to jest najskuteczniejsza reklama, chociaż bezpłatna.

Z wyżyn autorytetu

To rodzaj manipulacji, której osobiście boję się najbardziej. Przerażające jest to, jakie rozmiary osiągnęła ludzka niekompetencja. I niestety, im bardziej ktoś jest niepewny swojej wiedzy, tym wytrwalej będzie się kreował na wybitnego fachowca. Skąd się bierze to, że pozwalamy na molestowanie seksualne w pracy czy u lekarza? Właśnie ze strachu przed autorytetem, ze źle rozumianego szacunku dla tytułów, stanowisk i wpływów. Nie wolno dać się zastraszyć i zwariować nawet prezydentowi Stanów Zjednoczonych. Jednak cieszę się, że to nie mój guru sprzedaje w pobliskim papierniczym, bo nie wierzę, żebym zostawiła wtedy cokolwiek w portfelu. Powinny nas wzruszać do łez napisy na opakowaniach kosmetyków: „przebadany dermatologicznie”, lub: „stosowany przez stomatologów”. Jak ci producenci o nas dbają, jak się troszczą! A ile wydają na reklamę z lekarzami, farmaceutami i innymi Bardzo Poważnymi Autorytetami w rolach głównych?

Nie sposób odmówić

Są ludzie, którym się nie odmawia. Niestety, ich lista jest długa. Należą do nich nie tylko wysocy, przystojni blondyni, ale również ci wszyscy, których lubimy, których długo znamy, którzy okazują, że my jesteśmy dla nich kimś wyjątkowym. Nie chodzi tu oczywiście o naszych prawdziwych przyjaciół, bo im oddać przysługę to tak jakby zrobić ją sobie. Chodzi o różnych naciągaczy, sprzedawców, ankieterów. Jeśli w dobrym sklepie kupujesz buty, kosmetyki, sukienkę, to zwróć uwag, że po pięciu minutach sprzedawca jest już twoim serdecznym przyjacielem. A przyjaciołom się nie odmawia.

Skazani na rozsądek

Obrona przed tymi wszystkimi gierkami manipulantów jest jedna — asertywność, czyli mówienie „nie”. Grzecznie, uprzejmie, spokojnie, ale jednak nie. Gdy tylko czujesz, że jesteś wykorzystywana lub naciągana, mów „nie”. Najwyżej się zastanowisz i później skorzystasz z okazji. Odwrotnie jest znacznie trudniej. Na początek zastosuj zasadę czterech kroków.

1. Rozpoznaj manipulację, opisz ją sobie i uświadom, co jest celem manipulatora.

2. Natychmiast zastosuj tę samą technikę: ktoś cię naciąga — ty też miej prośbę, ktoś jest przesadnie miły — bądź cukierkowo uprzejma. To zawsze zbija z tropu.

3. Zdemaskuj rozgrywającego,. Spokojnie lecz rzeczowo powiedz jak się tobą manipuluje. Na przykład: „Majka, dzięki, że mi dałaś tę apaszkę. Służy mi świetnie, ale prawdę mówiąc myślałam, że kierowała tobą sympatia, a nie chęć pożyczenia mojej spódnicy. Nie czuję się w obowiązku pożyczać ci czegoś jako rewanż. Apaszka jest cudowna, ale spódnicy ci nie pożyczę”.

4. Nie czuj się winna. Manipulator gra właśnie na twoich uczuciach, zależy mu na twojej niepewności i poczuciu winy. Największym wrogiem manipulatorów, oszustów i naciągaczy jest ludzki rozsądek. Dbaj więc o niego, dobrze go odżywiaj, chwal i poświęcaj mu dużo czasu. Słowem — wychowuj jak małe, dobrze rokujące dziecko. On ci się za tę opiekę odwdzięczy. Unikniesz wielu wydatków, niepotrzebnych rupieci w domu i wrzodów na żołądku.

Pozdrawiam serdecznie! —
Ewa Nowak.

Błogosławiony brak pieniędzy

Arystoteles wolnym krokiem przechadzał się po rynku. Z uśmiechem mędrca przyglądał się najróżniejszym dywanom, lampom, naczyniom i pięknym połyskliwym tkaninom. Z upodobaniem napawał się widokiem zastawy stołowej i foteli o najwymyślniejszych kształtach. Uwielbiał te wyprawy na targ. Nigdy niczego nie kupował, ale niezmiennie delektował się myślą, bez ilu różnych rzeczy potrafi się obyć.

Każdy myślący człowiek bez wahania powie, że nad sprawy materialne przedkłada piękno ducha i zalety umysłu. Nawet jeśli naciąga nieustannie rodziców na coraz większe kieszonkowe i nie ma dnia, żeby nie wyruszył na obchód sklepów, to i tak zadeklaruje, że życie duchowe jest dlań najważniejsze.

Skąd ta gigantyczna rozbieżność między rzeczywistością a poglądami człowieka? To proste. Od dziecka wychowuje się nas w atmosferze, że pieniądz rządzi światem. Rodzice zabijają się o każdy grosz, ciągle wyrzekają na brak gotówki. Jednocześnie każą nam cieszyć się tym co mamy — naszą młodością i zdrowiem. Prawdziwe szczęście ma nam zapewniać li i jedynie miłość, przyjaźń i ludzka dobroć. Rośniemy więc w atmosferze rozdarcia wewnętrznego: „Co właściwie jest dobre?”. Raz każą nam upominać się o swoje, to znowu mamy się wznieść ponad takie błahostki jak finanse. I bądź tu, człowieku, mądry!

Ile czasu poświęcasz na snucie się po sklepach? Stanowczo za dużo. Na dodatek każda taka wyprawa rozstraja cię emocjonalnie. Po co ci to? Zobacz, jaką siłę mają pieniądze. Gnają cię do upodobnienia się do setek innych nieszczęśników, którzy też przypadkowo są przy gotówce. Najpierw w panice (i ku radości producentów) szukają informacji, co jest aktualnie na topie i natychmiast to nabywają. A to ty sama jesteś ciągle na topie, nigdy o tym nie zapominaj. Nie masz grosza przy duszy? I bardzo dobrze! Zyskałaś co najmniej kilka godzin życia. Możesz poczytać książkę, iść na spacerek czy odnowić międzyludzkie kontakty. Cokolwiek kupisz — i tak moda na to minie. Cokolwiek jednak zrobisz dla siebie — zostanie ci na zawsze.

Wyobraź sobie przez chwilę trzylatka siedzącego tępo pośród stosów zabawek. Czego tu nie ma — samochody, puzzle, gry, lalki, wóz strażacki, elektroniczne organki… tylko nie ma się czym bawić. Kto powiedział, że od nadmiaru głowa nie boli, ten chyba bredził w malignie. Jeśli ma się za dużo ubrań, butów, mazideł i różnych innych rupieci, to człowiek staje się stopniowo ich niewolnikiem. Zawsze zazdrościłam dzieciom, które mają jednego ukochanego misia i nie zdradzają go z innymi lalkami i pajacami. Wtedy taki przyjaciel jest dla ciebie, nie odwrotnie. Żeby choć przez sekundę zastanowić się kim jesteś, po co i dlaczego żyjesz, musisz się uwolnić od tych wszystkich rekwizytów imitujących luksus. Jedynym luksusem, na który na dodatek mało kogo dziś stać, jest wolność myśli. To towar szalenie deficytowy i dostępny raczej tym bezgotówkowym.

Skłodowska żyła w stanie permanentnego niedożywienia (bywało, że dziennie musiała się zadowolić pęczkiem rzodkiewek), jednak jej umysł jakoś nie szwankował, a i szczęśliwa była z mężem Piotrem. Mozart był zadłużony po uszy. Wyprzedawał wszystko, co było ze złota lub srebra, a jednak był geniuszem wszechczasów. W jego muzyce jest i smutek, i rozpacz, i czysta zdrowa radość, i piękno, i zachwyt nad światem. Wszystko. Norwid umarł chory i zmarznięty w przytułku na obczyźnie, czerpał jednak inspirację nie z butów Martens i odzieży techno, ale z niemierzalnych głębin swego umysłu. Andersen miał tylko kufer z ubraniami po zmarłym ojcu oraz bagaż drwin i okrutnych żartów rówieśników, a do dziś uczy nas najpiękniejszych prawd o naszej ludzkiej naturze; a ów znienawidzony kufer wykreował na symbol świata bajek. Inspiracji i światłości umysłu nie dostarczają podróże do egzotycznych kurortów. Einstein wpadł na pomysł, jak ma się prędkość do upływu czasu (fizyka relatywistyczna) pracując na poczcie. Czy dałam ci już wystarczająco do myślenia, czy muszę jeszcze dodawać, że Emanuel Kant nie ruszył się przez całe życie dalej niż 50 km od Królewca, gdzie się urodził? Nie przeszkodziło mu to jednak stworzyć całego świata i znaleźć się wśród największych filozofów wszechczasów.

Która z fajnych koleżanek ma rodzinę nad jeziorem i przy odrobinie dobrej woli możecie tam spędzić połowę wakacji? Sprawdzałaś kiedyś, jakim rarytasem są placki ziemniaczane robione z koleżanką? Zapewniam cię, że cudowne wschody i zachody słońca, zapach mokrej trawy i sucharki z miętą są dostępne wszystkim, bez względu na zasobność portfela. A najpiękniejszy zapach na świecie to nie Chanel nr 5 tylko świeży chrupiący chleb. Po co ci nowy kubek z angielskiej porcelany, skoro ten wyszczerbiony przez brata z trzy razy przyklejanym uchem wie o tobie więcej niż wszyscy psychologowie świata?

Jesteś bogata we wszystko, co trzeba: masz ciągle zmieniające się niebo nad sobą, serce i rozum, umiesz czytać i myśleć. Co jest ci jeszcze potrzebne? Nic!

Pozdrawiam serdecznie wszystkich Czytelników!
Ewa Nowak.